Kanadyjskie głośniki to monitory w pełni trójdrożne, za każdy zakres pasma odpowiada osobny głośnik. A to – w połączeniu z rozmiarami – rodzi od razu pewne oczekiwania. I od razu powiem, że te oczekiwanie kanadyjskie głośniki spełniają. Nie ma wątpliwości, od pierwszych minut odsłuchu zagrały tak, jak spodziewałem się po ich budzącym respekt wyglądzie i rozmiarach.
No więc od razu słychać, że Bryston Compact T10 brzmią bardzo swobodnie i bez większych ograniczeń. To na pewno zasługa tego, że każde pasmo na swój głośnik. To sprawia także, że muzykę odbieramy jako bardzo otwartą, podawaną bez kompresji, pełną detali i szczegółów, naprawdę bogatą we wszelkie drobiazgi. Ma się wrażenie, że przepływu muzyki nic nie ogranicza, jest bezproblemowy.
Drugą rzeczą, która zwróciła moją uwagę było to, że choć Bryston nie wywodzi się z profesjonalnego rynku audio, to jest w brzmieniu tych kolumn jakiś element studyjnego, profesjonalnego rysu. One nie robią audiofilskich “czary mary”, nie wylewa się z nich ciepło, miękkość, nie przymilają się. Są równe, mało dają od siebie. Doskonale słychać było za ich pośrednictwem każdą zmianę w torze audio: wzmacniacz, źródło czy kable.
Dlatego w przypadku tych monitorów naprawdę bardzo dużo zależy od reszty toru. Brystony to kolumny, którymi raczej nie ukształtujemy brzmienia, nie nadamy mu zbyt wiele charakteru głośników – tu więcej zależy od elektroniki i kabli. I jeśli ktoś lubi tak właśnie budować system, chce, żeby kolumny były jak najbardziej przejrzyste, to na pewno są to monitory dla niego. Warto też od razu podkreślić, że nie oznacza to kliniczności, czy aseptyczności brzmienia. Po prostu Brystony są pod tym względem wstrzemięźliwe.
Wspomniałem wcześniej o swobodzie brzmienia, a ta ujawnia się między innymi w naprawdę świetnej dynamice. To głośniki grające ze znakomitą szybkością i werwą, nadające dźwiękom bardzo dużo energii. Bardzo skrupulatnie oddają transjenty, a szczególnie atak na dźwięk, jego inicjowanie. To robi wrażenie, na przykład kiedy słucha się perkusjonaliów czy na przykład pianistów grających w mocny, energiczny sposób, takich jak na przykład Leszek Możdżer. Dzięki wylatują z głośników z impetem, mocno uderzają.

Bryston Compact T10 – test. Naprawdę dużo możliwości podłączenia kabli głośnikowych (fot. wstereo.pl)
Jednocześnie Brystony są mocno rozdzielcze i precyzyjne – to też efekt dobrej mikrodynami. Dźwięki są dokładnie od siebie porozdzielane i podane w sposób nie budzący złudzeń: słyszymy każdy niemal osobno, nawet najdrobniejszy i schowany dość głęboko w miksie, energia je rozpiera i trochę się sforują do przodu. Ale bez przesady.
Test aktywnych głośników Triangle Capella
Kanadyjskie monitory nie są też specjalnie wylewne. Co mam na myśli? Znowu – nie są to “suchotniki”, ale wiele “audiofilskiego soczki” z nich nie wypływa. Na pewno nie jest to prezentacja podobna do dawniejszych Dynaudio, Opera, czy elektrostatów na przykład Martina Logana (test Martin Logan ESL – TUTAJ). Bliżej im raczej do Focali, starszych Bowersów czy współczesnych Monitor Audio.
Chodzi o to, że poszczególne dźwięki nie są przesadnie dosycane, składowe – szczególnie te niższe – dozowane są stosunkowo oszczędnie. Podobnie jest z wybrzmieniami nut. Nie spodziejcie się długich ogonów, brzmieniowych łun. Dźwięki są bardzo dobrze kontrolowane, trzymane równo w szeregu, jak w wojsku. A więc pod tym względem Bryston Compact T10 mają swoje jasne oblicze. Jeśli lubicie takie granie – precyzjne, dokładne – to bierzcie je do siebie.
Podstawkowe Brystony oferują też naprawdę dużą skalę brzmienia, nie przesadzę, jeśli napiszę, że grają jak niewielkie czy nawet średnie głośniki podłogowe. To – jak już wspominałem – zapewne zasługa ich trójdrożności i sporych rozmiarów. Nie boją się ani rocka, ani potężnej elektroniki spod znaku Kraftwerk czy Zamilskiej. Muzyka płynie swobodnie, uderza mocno, rozpościera się i dociera do nas z odpowiednią siłą. I to mimo tego, że kolumny nie stosują żadnych sztuczek tonalnych.
Bo kanadyjskie kolumny mają bardzo wyrównane pasmo, nie zauważyłem eksponowania żadnego z zakresów, niczego nie podbijają. Choć bas i góra mają odrobinę inny charakter niż tony średnie. Zacznijmy od dołu. Moje ulubione audiofilskie określenie to: “dobrze kontrolowany, trzymany w ryzach bas”. A więc bez podkreślonych wybrzmień, bez miękkości i ciepła, z dużą dozą energii, nastawiony na uderzenie, a nie masowanie. I takie są właśnie niskie tony w tych monitorach. Bez miękkości i choćby grama puchowatości, dość twarde, zwarte, żylaste (to moje określenie, będące przeciwieństwem “sytego basu” – to znów słowny patent mojego kolegi na inny rodzaj niskich tonów).
Test polskich głośników Kultura Dźwięku Jazz 1 PRO
I podobny charakter ma góra pasma. Soprany są też mocno trzymane w ryzach, nie spodziewajcie się snopów iskier, długich gaśnięć i ssssssyczeń. Uderzenia w talerz są mocne, wyraźne, jednak dość szybko gaszone. Ale nie znaczy to, że jednostajne. Nie, monitory w niezły sposób różnicują górny skraj pasma, i to mimo pewnej matowości.
Z nieco innym sposobem prezentacji mamy w średnicy. Ale podkreślam – nieco innym. Bo nadal to dość precyzyjne, dokładne granie, ale z odrobinę większym luzem. Nadal mam dokładny obrys dźwięków, separację, jednak jest więcej miejsca na wybrzmienia, odrobinę miękkości, troszkę więcej niższych składowych i takiego “mięska”. Stąd też ludzkie głosy nie są suche, klarnety i saksofony mają swój czar. I ogólnie brzmienie kolumn zyskuje – jak to mówią – bardziej ludzki wymiar. Ciekawy zabieg.
Do omówienia pozostała nam jeszcze przestrzeń, jaką generują monitory Bryston Compact T10. Kolumny podstawkowe zwykle pod tym względem potrafią zaimponować i pozostawiają podłogowych konkurentów w tyle. Podobnie jest z odsłuchiwanymi Kanadyjczykami, choć…
Brystony grają dużą, swobodną sceną, na której są wielkie ilości powietrza. Króluje na nich precyzja i dokładność – to pochodna doskonałej rozdzielczości i świetnej separacji dźwięków. Muzycy mają na niej dużo miejsca. Świetna jest stereofonia i rozmieszczenie nut na linii lewo-prawo. Jednak nieco do życzenia pozostawia głębia i pokazywanie planów. Kolumny zaczynają scenę wyraźnie za głośnikami, pokazuje, to co dzieje się na scenie dalej, ale nie robią z tego nadzwyczajnego spektaklu. Na akuratnie nagranych albumach na żywo słuchać dobrze akustykę pomieszczenia, ale znam monitory, które robią to w nieco plastyczniejszy sposób. Jest po prostu dobrze, choć nie spektakularnie.



Brak komentarzy