TEST / MORE Audio CS100 / Dziś nowa polska marka. Nowa, ale już się o niej mówi. To MORE Audio. Na razie mają w ofercie jeden wzmacniacz zintegrowany, ale bardzo ciekawy i wizualnie, i konstrukcyjnie. A jak jest z brzmieniem? Sprawdziłem. Oto test MORE Audio CS100.
MORE Audio to na naszym rynku audio marka nowa, ale już staje się rozpoznawalna. Coraz więcej się o niej mówi, pojawiają się już recenzje ich urządzenia. Na pewno wpływ na to miało także kolejne już uczestnictwo firmy na targach Audio Vide Show. Swój wzmacniacz w wersji prototypowej pokazano podczas AVS w 2023. Później na rynek trafiła pełna, dopracowana wersja produkcyjna.
Marka jest nowa, ale stoją za nią ludzie mający w branży audio naprawdę wiele lat doświadczeń, poszukiwań i konsekwentnego dążenia do własnej wizji dźwięku. MORE Audio stworzyli dwaj pasjonaci dobrego brzmienia: to Tomasz Dębski i Jan Siwy. Oficjalnie z marką ruszyli zaledwie dwa lata temu, ale dużo, dużo wcześniej pracowali już nad swoją konstrukcją.
Tomasz Dębski dźwiękiem zajmuje się od niemal 40 lat. Pracował między innymi dla marki G-Lab budującej urządzenia dla muzyków, konstruował też własne wzmacniacze. To właśnie tam poznał Jana Siwego, który także wcześniej zajmował się budowaniem własnych wzmacniaczy. I tak narodziła się obecna firma. Więcej informacji o MORE Audio można przeczytać TUTAJ.
Marka ma na razie w ofercie jedno urządzenie – to właśnie odsłuchiwany wzmacniacz zintegrowany CS100. Konstruktorzy pracowali nad nim dość długo, ale dopracowali go w najdrobniejszych szczegółach. Ale na tym nie kończą się ich ambicje. W opracowaniu są już nowe rzeczy. Ale zapewniają, że ujrzą one światło dzienne dopiero wtedy, gdy będą naprawdę dopieszczone.
MORE Audio CS100 – test. Budowa
Polski wzmacniacz robi dość niezwykłe wrażenie nawet wtedy, kiedy go jeszcze nie widzimy. Chodzi o to, w czym przyjeżdża do klienta. A słuchacz odbiera go nie w mniej lub bardziej trwałym pudełku, a w dużym, bardzo solidnym kufrze transportowym zamykanym na zatrzaski i wzmocnionym na rogach. To daje gwarancje, że możemy urządzeni spokojnie przenosić i przewozić bez uszczerbku dla sprzętu.
Wzmacniacz w środku jest chroniony piankami, przewidziano też przegródki na pilota i kabel zasilający. Tu ważna uwaga – otrzymałem wzmacniacz razem z kablem zasilającym firmy Melodika okutym w przyzwoite wtyki. To też ciekawa rzecz, bo zwykle dostajemy zwykły kabelek zasilający, tzw. komputerowy.
Przejdźmy do samego urządzenia. To kawał wzmacniacza – jestem dość wątłym audiofilem, więc 15 kilogramów poczułem. A więc klocek solidny, swoje waży. I od razu, na pierwszy rzut oka widac, że to produkt nieco inny niż to, co dominuje na rynku audio.
Stawiamy MORE Audio CS100 na miejscu odsłuchowym i … Znowu zaskoczenie. To nie klasycznie zaprojektowane urządzenie, jakich dziesiątki na półkach w salonach audio. Po pierwsze – proporcje. Polska konstrukcja jest inna, węższa niż przeciętne integry i dużo wyższa od nich. Stojąc koło mojej końcówki mocy Plinius SA 100 mk III wyglądała właśnie jak klasyczna końcówka pozbawiona radiatorów.
Test wzmacniacza Pier Audio MS-580 SE
Spójrzmy na przedni panel. Jest bardzo minimalistycznie i czysto zaprojektowany. Proste linie, brak elementów zdobniczych, powściągliwość. A jednocześnie widać, że to wszystko zaprojektowano z wielkim smakiem, nowocześnie. Zwraca uwagę brak manipulatorów na froncie: gałek, przycisków czy przełączników. To wszystko sprawia, że MORE Audio wygląda nowocześnie i wpasowuje się wzorniczo w zasadzie w każde pomieszczenie.
Przedni panel może być w kolorze czarnym lub srebrnym. W tym drugim przypadku od srebra szczotkowanego aluminium wyraźnie odcina się na dole czarny pas. Po jego lewej stronie znalazło się logo marki, a dołem biegnie jasna linia, miejscami ciągła, miejscami przerywana. To ciekawie pomyślany wyświetlacz. Pierwsze cztery przerywane kreseczki to oznaczenia wybranego źródła dźwięku. Później mamy cały szereg kolejnych kreseczek. Razem z podgłaśnianiem zapalają się kolejno na czerwono. Kiedy podświetlenie dojdzie do końca, zapala się na stałe jedna z nich, i od początku zapalają się kolejne z szeregu. I tak dalej. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Dlaczego wybrano takie wskazania? Potencjometr pozwala na bardzo precyzyjne, w małych skokach, regulowanie wzmocnienia. Trzeba było więc znaleźć sposób, jak to pokazać na wyświetlaczu.

MORE Audio CS100 – test. Do wyświetlacza trzeba się przyzwyczaić, ale działa bardzo dokładnie (fot. wstereo.pl)
Przedni panel osłania przymocowane po bokach radiatory chłodzące, ciepłe powietrze może też wydostać się za pośrednictwem otworów wentylacyjnych na płycie górnej. Na niej, jakby przyklejona do panelu frontowego, znajduje się aluminiowa płytka z czterema przyciskami. To wybierak źródeł dźwięku. Ciekawe rozwiązanie, na pewno pozwoliło na zaprojektowanie frontu w sposób czysty i niezakłócony przez przyciski. Poza tym mamy też do wyboru pilota zdalnego sterowania i możemy zmieniać źródło dźwięku bez wstawania z fotela.
Czas na tylną ściankę. Od razu powiem, że świetnie ją zaprojektowano. Powie ktoś, że to żadna filozofia, a jednak odpowiednie oddzielenie gniazd, ich opisanie i jakość budzi szacunek, i przywodzi mi na myśl niektóre włoskie konstrukcje, na przykład Audia Flight FL Three S (test TUTAJ).
U góry mamy cztery pary gniazd RCA – są świetnej jakości, odpowiednio od siebie oddalone profesjonalne wersje Neutrików, łatwo podłączyć nawet grube i ciężkie kable. Poniżej, na skrajach, są pojedyncze gniazda głośnikowe firmy CMC, także duże, solidne, zalane plastikiem. U dołu, na środku, gniazdo na kabel zasilający i główny włącznik wzmacniacza. Wszystko ładnie, pomysłowo i przejrzyście opisane.
MORE Audio CS100 to wzmacniacz tranzystorowy, pracujący w klasie AB, ale nie taki zwyczajny. Zbudowany jest w oparciu o cztery dwustopniowe układy, i wszystkie zbudowane są w topologii single-ended. Konstruktorzy zapewniają, że nadaje to brzmieniu spójności, a ewentualne zniekształcenia pojawiające się w poszczególnych stopniach są podobne i mniej uciążliwe dla słuchacza. Wzmacniacz pracuje w klasie AB, choć zwykle konstrukcje SE pracują w klasie A. Tu jest inaczej.
Test polskiego wzmacniacza Haiku Audio SOL V
W ostatnim stopniu CS 100 zastosowano połączenie sprzężenia zwrotnego dodatniego i ujemnego, dzięki czemu wyjście wzmacniacza ma efektywnie ujemną impedancję wyjściową. Oznacza to, że wzmacniacz aktywnie reaguje na zachowanie głośnika, zapewniając mu idealne warunki do pracy.
Zrezygnowano z globalnej pętli sprzężenia zwrotnego na rzecz lokalnych sprzężeń zwrotnych w poszczególnych stopniach. Konstruktorzy tak to tłumaczą: “Choć sprzężenie zwrotne jest często stosowane w wzmacniaczach w celu redukcji zniekształceń i poprawy niektórych parametrów, to ma ono również swoje wady. Głównym problemem wzmacniaczy ze sprzężeniem zwrotnym są zniekształcenia TIM (Transient Intermodulation Distortion), które powstają w wyniku opóźnień w pętli sprzężenia zwrotnego. Zniekształcenia te mają negatywny wpływ na dynamikę i naturalność brzmienia, szczególnie w przypadku sygnałów muzycznych o skomplikowanej strukturze. W CS 100, dzięki rezygnacji z globalnego sprzężenia zwrotnego, uniknęliśmy problemu zniekształceń TIM i zapewniliśmy liniowy i niezakłócony przepływ sygnału audio przez poszczególne stopnie wzmacniacza, co przekłada się na: detalicznośc, dynamikę i otwartość”.
Konstrukcja wzmacniacza jest w pełni dyskretna, z użyciem tranzystorów bipolarnych i MOSFET-ów na końcu. Do minimum skrócono ścieżki sygnałowe. Także sekcja przedwzmacniacza umieszczona jest blisko wejść. Selektor źródeł oparto o przełączniki analogowe a regulację głośności o drabinkę rezystorową.
MORE Audio CS100 oddaj 100 watów przy 8 omach i podwaja tę moc przy 4 omach. Nie powinien mieć więc najmniejszych kłopotów z wysterowanie absolutnej większości kolumn głośnikowych dostępnych na rynku. U mnie radził sobie między innymi z elektrostatami Martinami Loganami ESL (test TUTAJ). Firma podaje też imponujące pasmo przenoszenia od 5Hz do 120 kHz.
Producent wycenił wzmacniacz na 19 700 zł, zaliczam go więc do klasy A (wyższa grupa cenowa, urządzenia od 10 do 20 tys).
MORE Audio CS100 – test. Brzmienie
Zacznę nietypowo. Od tego, jak ważne jest rozgrzewanie nowego sprzętu i przed każdym poważnym odsłuchem. Ostatnio miałem na testach dwa wzmacniacze – oba zresztą polskiej produkcji – które pod jednym względem były bardzo do siebie podobne. Otóż naprawdę potrzebowały porządnego rozruszania po zakupie, ale także po włączeniu. I jednym z nich jest MORE Audio CS100.
A więc jeśli chce się naprawdę nacieszyć jego brzmieniem, to należy go włączyć, puścić muzykę lub radio, i zająć się czymś innym. Jeśli jest poranek, można wziąć prysznic, zjeść śniadanie. W innym przypadku warto pójść na spacer, skosić trawnik, odśnieżyć przed domem. Dać wzmacniaczowi godzinę, półtorej. I wtedy usiąść do słuchania. Bo wcześniej dźwięk nie pokazuje całej swojej krasy…
Ciąg dalszy na str. 2




Brak komentarzy