Na pewno TCI nie szczędzi wysokich tonów, nie są one schowane, słyszymy je wyraźnie, choć na pewno nie dominują. Ale nie kaleczą uszu, nie są ostre ani natarczywe. Daje to poczucie jasności i obecności sopranów, które świetnie nadają gitarom czy instrumentom dętym blasku i tego charakterystycznego rozedrgania.
Wysokie tony mają ładną barwę, umiejscowioną gdzieś pośrodku między jasnością srebra i miedzianym odcieniem złota, a co za tym idzie – mają odpowiednią masę. Nie są ani za lekkie, ani przesadnie ociężałe. Bardzo fajna cecha. Dobra rozdzielczość i sypkość dopełnia obrazu najwyższego skraju pasma.
A co z najważniejszym pasmem, czyli średnicą? W zasadzie powtarza to, co słyszeliśmy w sopranach, co po pierwsze sprawia, że oba pasma są świetnie ze sobą zszyte, a po drugie nadają całemu przekazowi spójności. Tony średnie są więc niepodgrzane, ale nie za chłodne, odpowiednio kontrolowane, ale z odpowiednimi wybrzmieniami. Pewnie ktoś powie, że traci na tym plastyka przekazu, trójwymiarowość poszczególnych dźwięków.
Cóż, w porównaniu w moim kablem odniesienia, faktycznie jest troszkę gorzej, natomiast zyskujemy coś innego – wyrazistość, namacalność brzmienia. Ta bezpośredniość w średnicy tych kabli jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Odbieramy muzykę bardzo bezpośrednio, bez żadnych zasłon. W slangu audiofilskim używamy określanie “materializacja brzmienia”. I to jest właśnie to. Wokale stają przed nami w całej krasie, trąbki kiedy trzeba – ukłują, ale tak przyjemnie, a uderzenie w werbel odczujemy bezzwłocznie.
Bas jest w tej cenie świetnie “urobiony”. Dodano do niego odrobinę ciepła i wagi, a to po to, by kabel nie odchudzał brzmienia i nadawał muzyce odpowiedniej masy. Ale równocześnie zadbano o dobrą rozdzielczość, separację dźwięków i czystość prezentacji niskich częstotliwości.
No właśnie, czystość. TCI Python II Silver Carbon stawia na bardzo klarowną i przejrzystą prezentacją. To nie jest łagodne granie pokazujące muzykę z lekkim dystansem, bez grama natarczywości. Brytyjski przewód stawia na dużą bezpośredniość przekazu i wyrazistość. A więc wokaliści mają bardzo dobrą dykcję (doskonała artykulacja), słyszymy bardzo wyraźnie dźwięki poukrywane gdzie w tle na drugim, czy trzecim planie. Kable niczego nie chowa.
Test kabla zasilającego Hijiri Nagomi
Na bezpośredniość wpływa także dźwięczność – w muzyce nie brakuje blasku, takiej jasności niewynikającej jednak z podkreślenia góry pasma. Po prostu także dźwięki średnicy błyszcza i się mienią. Do tego dochodzi naprawdę dobra separacja poszczególnych nut. Porównałem swój przewód z odsłuchiwanym Brytyjczykiem między innymi na świetnej nowej płycie byłego lidera Lao Che, czyli Spiętego, pod tytułem “Full HD”. Jest na niej między innymi kapitalny walczyk “Atrapa łajdaka”. I nie ulega wątpliwości, że pod tym względem TCI jest po prostu lepszy niż mój Final Cable.
Podobnie jest na przecudownej urody albumie “Song of Beasts” Ensemble Dragma z udziałem znakomitej polskiej śpiewaczki Agnieszki Budzyńskiej-Bennett z muzyką średniowiecza. Czystość, rozdzielczość prezentacji, obecność głosów i dźwięków na czarnym tle robi naprawdę bardzo dobre wrażenie. Znam tę płytę doskonale, ale na brytyjskich kablach przykuła mnie na długie minuty do głośników.
I teraz na koniec przejdźmy do tego, w czym odsłuchiwany kabel TCI Python II Silver Carbon nie jest może mistrzem, aczkolwiek mieści się w poziomie, jakiego oczekujemy od kabli z tego poziomu cenowego. Chodzi o wybrzmienia, podtrzymanie dźwięku, flow całej prezentacji. Mamy atak, dynamikę, klarowność, rozdzielczość, ale czasem chciałoby się więcej śpiewności w tej prezentacji, takiej spójności między dźwiękami i instrumentami.
TCI nie jest też jakoś nadzwyczajnie wylewny jeśli chodzi o barwy i nasycenie dźwięków. Kabel potrafi dobrze oddawać fakturę poszczególnych instrumentów, ale są inne, które bardziej dosycają dźwięki muzyczną farbą, nasyceniem kolorami i długościami wybrzmień. A to skutkuje nieco mniejszą plastycznością brzmienia, nieco gorszym różnicowaniem barw i trójwymiarowością. I oddawaniem przestrzeni.
Brytyjski przewód pokazuje scenę precyzyjnie, bardzo dokładnie ustawi na niej dźwięk, są stabilne, jest wokół nich odpowiednia doza powietrza, które powoduje, że jest na niej odpowiedni luz. To scena ładnie wybudowana na boki, nie zaniedbuje też planów. Ale właśnie brakuje nieco plastyki prezentacji poszczególnych dźwięków, ich wybrzmień w głąb sceny, trójwymiarowości nut.
Natomiast nie można nic zarzucić temu przewodowi jeśli chodzi o dynamikę. TCI Python II Silver Carbon gna, pędzi do przodu, jest świetny mikrodynamicznie; dobre zaznaczenie ataku, świetne panowanie nad wybrzmieniami i taka fajna energia powodują, że muzykę odbieramy jako żywiołową, z wielką radością. Do tego dochodzi doskonałe oddanie rytmu, uderzenia w bębny niemal czujemy, a basowe klangi aż nas podrywają. Kabel też całkiem dzielnie radzi sobie z markodynamiką i oddawaniem skali brzmienia. Pod tym względem to bardzo ciekawy przewód.
Podsumowanie
Maciej Stempurski, fot. wstereo.pl, TCI Cables
TCI Python II Silver Carbon – kabel głośnikowy
Cena – 2 990 (2×2,5 metra)
Dystrybucja – DNA Audio
Pliki: Lumin T3, laptop z programem J River
DAC: Lumin T3, Matrix Mini-i
Pre: pasywka Khozmo
Odtwarzacz CD: BAT VK D5 SE
Wzmacniacze: Plinius SA-100 mk3, Mini GaN 5 Amplifier, Cary Audio V12R (z lampami KT120)
Interkonekty: Fadel Art Reference 1, Haiku Audio, Monkey Cables, Gekko Cables Purple Haze
Kable głośnikowe: MIT MH 750, Final Cable SC, Sound Sphere Deneb
Głośniki: Martin Logan ESL
Sieciówki: Ansae, Hijiri SM2R-L “Sound Matter”, KBL Sound
Akcesoria: płyty granitowe i podstawki SoundCare SuperSpikes




Brak komentarzy