TEST NAIM SUPERNAIT 2. WULKAN ROCKOWYCH EMOCJI

0
Naim Supernait 2 zajawka

Nasza ocena

Hi-end10
Świetny wzmacniacz. Jego domeną jest wigor i dynamika. Naim Supernait 2 to rewelacyjny piec do muzyki opartej na rytmie. Słuchanie rocka, popu, metalu, soulu czy hip hopu robi naprawdę duże wrażenie. Naim nie szczędzi detali, gra bardzo dźwięcznie, żywiołowo
10

Naprawdę piorunująca jest szybkość i mikrodynamika tego wzmacniacza. Aż nie chciało mi się wierzyć, że z tak niepozornej obudowy wydobywa się to, co słyszę. Obie moje końcówki – Cary V12 i LabGruppen IPD 1200 – grają dynamicznie i z energią, ale Brytyjczyk okazał się lepszy. Czasami miałem wrażenie, że Naim Supernait 2 gra tak, jakby się gdzieś spieszył. Dźwięki wypadają z podłączonych do niego kolumn jak z wyrzutni, atak i odpowiednio szybkie wygaszanie – ale nie za szybkie, to ważne – robi ogromne wrażenie. Panowanie nad dźwiękami jest wzorowe.

Słuchanie perkusji to naprawdę czysta przyjemność. Włączyłem na przykład dawno niesłuchany Queen, i choć ich płyty to nie jest wzór realizacji, to słuchałem ich z przyjemnością, bo perkusja Rogera Taylora mnie porwała. A nagrania Rush, Led Zeppelin, The The czy duetu Trey Gunn / Marco Minnemann wciągały bez reszty.

Naim Supernait 2 niczego sobie nie robi z oddaniem skali dźwięku, dynamika w skali makro jest równie dobra. Nic nie jest pomniejszone, ani ściśnięte, jak ma huknąć – to huknie, jak trzeba oddać potęgę orkiestry czy ścianę dźwięku elektroniki – zrobi to bez żadnej zadyszki czy ociągania. Przywali i momentalnie się cofnie. Nie jest jak Gołota czy inni wielcy, ociężali bokserzy, którzy potrafią tylko młócić ramionami z potworną siłą, bez sensu. Naim ma prócz siły świetną technikę i wie, jak uderzyć w punkt.

Rytmiczność Supernaita 2 nie dotyczy jednak tylko perkusji, basówki czy przeszkadzajek. Ona ogarnia wszystkie instrumenty i głosy, wszystko pulsuje, uderza, a kiedy trzeba, to buja się i kiwa do taktu. Rytm jest bardzo wyrazisty, nie daje o sobie zapomnieć. Jest jak kauczukowa piłeczka. Pamiętacie tę zabawkę? Ta niewielka kuleczka rzucona o ścianę czy podłogę nie mogła się zatrzymać, szalała, jakby cały czas coś wprawiało ją w ruch. Tak gra Naim.

Naim SAupernait 2 3

Test Naim Supernait 2. Wielkie pokrętła głośności i balansu (fot. wstereo.pl)

Nie byłoby tak dobrego rytmu, gdyby nie doskonała rozdzielczość brzmienia. Naim Supernait 2 świetnie kreśli kontury dźwięków, robi to bardzo wyraziście i bardzo efektownie. Dlatego atak jest natychmiastowy, nie ma żadnego ociągania się, zaznaczenie początku każdego dźwięku jest równie mocne i dobitne. Czasem aż chciałoby się, żeby wzmacniacz troszkę odpuścił, dał trochę luzu, pozwolił na dłuższe wybrzmienia i odrobinę łagodności. Nic z tego – obowiązuje pełna i absolutna kontrola.

Tak wyraźne i ostre rysowanie konturów dźwięków pozwala z łatwością podążać za poszczególnymi instrumentami czy głosami – jeśli ktoś lubi rozbieranie muzyki na czynniki pierwsze to Naim Supernait 2 umożliwi to z wielką łatwością. Poszczególne nuty są wyseparowane, podawane jakby z osobna. Tak, jakby Naim ciągle grał staccato, nigdy nie legato. Czasem odnosiłem jednak wrażenie, że trochę za wiele tej konturowości, że to aż trochę sztuczne. Na „zamulonych”, ciemnych płytach jest to wskazane, ale na wielu innych przy dłuższym słuchaniu może to odrobinę męczyć. Warto pamiętać o tym przy szukaniu kabli do tego wzmacniacza.

Test serwera muzycznego Cocktail Audio X35

Tak więc świetna jest rozdzielczość i detaliczność dźwięku. Natomiast Naim Supernait 2 nie jest wzmacniaczem, z którego ocieka audiofilski soczek. Daleko mu oczywiście do suchości czy szkieletowatości brzmienia, ma odpowiednie wypełnienie i barwę, ale są wzmacniacze grające bardziej bogato, z większą ilością składowych, na przykład Boulder czy Sugden. Słychać to na przykład na wokalach, czy brzmieniu fortepianu lub wiolonczeli. Oczywiście nie jest to brzmienie uproszczone, wszak Naim to już początek hi-endu, ale taki na przykład Pass potrafi pod tym względem troszkę więcej.

Kilka słów o równowadze tonalnej. Przede wszystkim zwraca uwagę to, że muzyka odtwarzana za pośrednictwem wzmacniacza Naim Supernait 2 brzmi świeżo i dźwięcznie. I to w całym paśmie, nie chodzi tylko o górę, ale również o średnicę. I to mimo tego, że dźwięki są doskonale kontrolowane i nie wybrzmiewają jakoś wyjątkowo długo. Nuty są żywe i wibrujące, nie czuć ani odrobiny stłumienia.

W pierwszej chwili miałem wrażenie, że brytyjski wzmacniacz jest odrobinę wykonturowany, jakby średnica była leciutko z tyłu, o ćwierć kroku za górą i dołem pasma. Po dłuższym odsłuchu doszedłem jednak do wniosku, że to nie wycofanie, a odrobinę inny charakter tonów średnich. Nie jest to dokuczliwe, ani nie wpływa na spójność brzmienia, ale czasem rzuca się w uszy.

pol_pm_SUPERNAIT2-Classic-Series-403_4

Test Naim Supernait 2. Zasilanie to podstawa. Wystarczy spojrzeć na wielki transformator (fot. Naim)

Kapitalny jest bas Naima Supernaita 2. Taki bas to jest coś! Ma odpowiednio dużo tkanki, jest lekko ocieplony, i bogaty (to chyba najbogatsza w składowe część pasma). Ale jednocześnie nigdy, przenigdy nie mamy utraty jego kontroli, jest szybki, świetnie kontrolowany i niesłychanie rozdzielczy. Znakomicie oddaje strukturę dźwięków. No i oczywiście ta wszechobecna energia… Słuchanie Morphine, Pilichowskiego czy Henri Texiera to czysta przyjemność.

Mocny jest również przeciwległy skraj, podany jest wyraziście i dobitnie. Ale góra ma też swoją wagę. Nie jest to zwiewne, leciutkie, pełne powietrza granie. Wysokie tony Naima są nastawione bardziej na atak niż długie wybrzmienia, na oddanie pulsacji i rytmu, a nie na snucie się i rozsiewanie romantycznej aury.

Średnica jest najtrudniejsza do opisania, bo też jest najbardziej neutralna lub raczej najmniej spektakularna. Ma może minimalnie mniej tkanki niż bas, może jest minimalnie mniej dźwięczności niż góra pasma. Jednak nie jest sucha czy twarda. Ma odpowiednio dużo wypełnienia, by nie zarzucać jej rachityczności, ale nie jest tak bogata jak najniższe tony.

Naim Supernait 2 pilot

Test Naim Supernait 2. Wielofunkcyjny pilot (fot. wstereo.pl)

Słychać to głównie na ciepłych i niskich wokalach. Jorgos Skolias, Cassandra Wilson czy Norma Winstone brzmią dobrze, ale czasem brakuje… no właśnie… trudno to opisać, bo nie chodzi o proste cofnięcie niskich składowych. Głosy czy niektóre instrumenty są podane jakby mniej intymnie, mniej fizjologiczne. Choć trzeba przyznać, że wciąż nie brakuje im energii i wigoru.

I na koniec kilka słów o przestrzeni. To najmniej spektakularny aspekt brzmienia brytyjskiego wzmacniacza. Pod tym względem Naim Supernait 2 gra akceptowalnie i przyzwoicie, ale w tej cenie chciałoby się trochę więcej – to w końcu urządzenie już hi-endowe. Przede wszystkim chodzi o ogólny rozmach przestrzenny – są wzmacniacze za 15-20 tys. złotych, które potrafią trochę więcej. Cała aura przestrzenna kreowana przez Naima jest nieco ograniczona. 

Posłużę się porównaniem. Wyobraźcie sobie dwa baloniki, z jednego z nich powoli uchodzi powietrze. Porównajcie te baloniki po dwóch, trzech dniach. Ten nieszczelny będzie wyraźnie mniejszy i mniej sprężysty. I tak wygląda trochę aura wzmacniacza z Salisbury. Brakuje jej trochę oddechu, otwartości. 

Naim SAupernait 2 11

Test Naim Supernait 2. Gniazda DIN – znak rozpoznawczy Naima. Są też RCA (fot. wstereo.pl)

Instrumenty na scenie osadzone są precyzyjne i stabilnie, ale wzmacniacz gra dość pierwszoplanowo. Oczywiście nie ma mowy o płaskim brzmieniu – to w końcu drogie urządzenie i nie może sobie na to pozwolić – ale głębokość sceny mogłaby być lepsza. Podobnie jak różnicowanie dźwięków na linii góra – dół. Natomiast rozmieszczeniu instrumentów na linii lewo – prawo nie można nic zarzucić. (MS)

Opinia 2
System odsłuchowy:

CD: Denon dcd-720ae

Gramofon: Telefunken S 600

Wzmacniacz: Denon PMA-720AE

Kolumny: JMLab Cobalt 816

Interkonekty: Audionova Phobos MkII

Kable Głośnikowe: Oehlbach Rattle Snake

Nazwa Naim była mi znana – jak mogłoby być inaczej. Może wstyd się przyznać, ale nigdy wcześniej nie miałem okazji posłuchać tego sprzętu trochę dłużej, na spokojnie, w domu. Zetknąłem się z marką na wystawach i u znajomych, podobało mi się jego granie, ale nigdy go nie analizowałem. Uwagę zwracała energia brzmienia. A tu proszę – zagościł u mnie najwyższy wzmacniacz zintegrowany brytyjskiej firmy.

Jakie wrażenie zrobił na mnie Naim Supernait 2? Nie ukrywam, że oczekiwania miałem spore – markę otacza swoisty kult, wiadomo, że Brytyjczycy stawiają na rytm i mocne wrażenie dynamiczne. Zatem zasiadając do pierwszego słuchania, spodziewałem się wybuchu nieograniczonej dynamiki. Na początek wzmacniacz grał z ograniczoną głośnością. I być może dlatego z pewnym zaskoczeniem znalazłem się w świecie spokoju i ładu, bez „efektów specjalnych”.

Musical Fidelity Encore 225. Test systemu all-in-one

Dźwięk bardzo swobodnie odrywał się od głośników. Wypełniał scenę nie odbierając uroków delikatności muzyki. Przy niewielkich głośnościach brzmienie jest na dobrym poziomie, ale głębi oceanu nie znajdziemy. Bas nie jest natarczywy, a nawet na swój sposób subtelny, słuchać jednak, że sięga głęboko pozostając cały czas pod kontrolą. Muzyka brzmiała fajnie, słuchało się jej z przyjemnością …

Ciąg dalszy na str. 3

1 2 3

Brak komentarzy