Czysta przyjemność w A klasie

0
xa30.5_main__large

PASS XA 30.5 / Wzmacniacze pracujące w klasie A dają masę radości ze słuchania. Test końcówki Pass XA 30.5.

Pass Laboratories odświeżył niedawno całą swoją ofertę wzmacniaczy, teraz jego urządzenia mają na końcu oznaczeń cyferkę 8, pojawiły się też nowe produkty. Można liczyć się z tym, że na rynku wtórnym – głównie zachodnim, bo w Polsce wcześniej dystrybucja tej marki kulała – pojawią się urządzenia z poprzedniej serii .5. Warto na nie zapolować.

Nelson Pass od dawna znany jest w branży audio jako konstruktor doskonałych wzmacniaczy, choć zaczynał w latach 70. XX wieku od produkcji głośników. W 1975 roku założył firmę Threshold, którą później sprzedał, by w 1991 roku powołać do życia Pass Laboratories słynącą między innymi z kultowych w swoim czasie końcówek mocy z serii Aleph: brzydkich, ale grających “prawie jak lampa”.

Klasa A to jego specjalność

W swojej ofercie firma ma dziś całą gamę końcówek i monobloków, są też integry i kolumny głośnikowe, ale specjalnością Passa są wzmacniacze pracujące w klasie A o stosunkowo prostej, ale bardzo przemyślanej konstrukcji – takimi były Alephy, takie produkuje też jego druga firma First Watt. Recenzowany model XA 30.5 to najtańsza i najsłabsza końcówka o mocy 30 W. Ale pomiary robione m.in. przez magazyn “Stereophile” wykazały, że tak naprawdę osiąga ona przy 8Ω moc ponad 100 W, z tym, że po przekroczeniu 30 przechodzi do klasy AB. Jest to więc kawał mocnego i wydajnego prądowo wzmacniacza. Z napędzeniem 4 Ω, wymagających monitorów o skuteczności 87 db nie miał najmniejszego problemu.

O gustach się nie dyskutuje, więc nie będzie zbyt wielu emocjonalnych przymiotników przy opisie budowy. Pass XA 30.5 to klasyczny dla tej firmy projekt. W oczy rzuca się gruby, skręcony z dwóch płyt aluminiowych front. Pierwsza z nich jest na krawędziach skośnie ścięta, kryje głębokie wcięcia na śruby oraz otwór, w którym błękitnieje wychyłowy, podświetlany wskaźnik. Pod nim znajduje się hebelkowy przełącznik stanu czuwania. Obudowa zrobiona jest z malowanych na czarno blach, do boków przytwierdzono spore radiatory oddające ciepło – wszak to klasa A, więc grzeje się mocno.

xa30.5_alt1__large

Charakterystycznego niebieskiego “oka” Pass XA 30.5 nie można pomylić z żadnym innym wzmacniaczem (fot. Pass Labs)

Pass jest konstrukcją w pełni zbalansowaną, więc nie dziwią na tylnej ściance wejścia XLR. Obok nich znajdują się oczywiście standardowe RCA, ale zdecydowanie lepiej korzystać z połączenia symetrycznego – Pass gra wtedy czyściej, dynamicznej, szybciej, po prostu lepiej.

Zalane plastikiem terminale głośnikowe są pojedyncze i raczej przeciętnej jakości, przy tej klasie sprzęty przydałyby się lepsze. Po wydłubaniu zaślepek przyjmą także wtyki bananowe. Przy korzystaniu z widełek lepiej dobrze je dokręcić, bo znajdują się blisko siebie i łatwo o zwarcie. Z tyłu jest jeszcze główny włącznik sieciowy, gniazdo bezpiecznika, gniazda pozwalające na takie połączenie z preampem, które umożliwi włączanie końcówki jego pilotem oraz dwie rączki ułatwiające przenoszenie nielekkiego urządzenia.

Wzmacniacz ma tylko dwa stopnie wzmocnienia i pracuje w opracowanym przez Passa systemie Super Symmetric, czyli zdublowanym układzie dającym pełną symetrię.

Brzmienie

Nelson Pass ma swój pomysł na brzmienie i po XA 30.5 też to słychać. Jaki to pomysł?
Systemu z tą końcówką można słuchać godzinami bez zmęczenia, ale również bez znużenia. Mówi się o takich urządzeniach, że są muzykalne. Ale co to właściwie znaczy? Na pewno XA 30.5 nie jest wzmacniaczem mającym jakieś konkretne cechy brzmieniowe wyśrubowane na niewiarygodnie wysoki, niespotykany poziom. Jednocześnie niczego mu nie brakuje, wszystkie elementy – dynamika, balans tonalny, przestrzeń czy realizm brzmienia – są do siebie idealnie dobrane.

Pass XA 30.5 jest z całą pewnością wzmacniaczem szczegółowym, nie gubiącym żadnych informacji. Wszystko słychać – i szczegóły artykulacji wokalistów, i prace mechanizmu fortepianu, i świst palców na strunach kontrabasu. Owa szczegółowość przejawia się także w bogactwie dźwiękowym, w tym, że słyszymy, że kontrabas składa się ze struny i pudła a chór to zbiór różnych ludzkich głosów, ale także rozwibrowane powietrze wokół wokalistów. Pass podaje jednak szczegóły w sposób płynny, ciągły, nie akcentując w sposób wybitny konturów dźwięków. Brzmi bardzo spójnie i płynnie. Są wzmacniacze grające bardziej rozdzielczo, bardziej akcentujące granice między poszczególnymi dźwiękami, ale nie zawsze jest to cecha pozytywna. Na pewno ktoś, kto szuka urządzenia wycinającego poszczególne dźwięki z precyzją komputerowej obrabiarki, musi skierować się w innym kierunku. Pass kładzie nacisk na wypełnienie konturów, a nie na nie same. Choć trzeba przyznać, że na niektórych nagraniach, na przykład tam, gdzie zaakcentowane są instrumenty perkusyjne (choćby przy słuchaniu perkusjonaliów z płyty Marilyn Mazur “Tangled Temptations & The Magic Box”, czy przy niektórych nagraniach rockowych), tego rysunku przydałoby się Passowi odrobinę więcej… Ale nie ma co marudzić.

Test wspaniałych monitorów Diapason Karis

Ogromne wrażenie robi nasycenie barw. Nie ma mowy o ich rozwodnieniu, rozrzedzeniu (tak jak przy niektórych innych wzmacniaczach tranzystorowych), brzmienie instrumentów jest gęste, mocne, pełne. Gdyby użyć porównania malarskiego, to Pass gra w sposób “olejny” w przeciwieństwie do niektórych “akwarelowych” końcówek.
Ma to oczywiście swoje konsekwencje w balansie tonalnym. Nie ma się co oszukiwać – Pass XA 30.5 nie jest końcówką absolutnie neutralną, nieco pogrubia i dociąża brzmienie. I nie chodzi tu tylko o proste położenie nacisku na bas, choć oczywiście nie skąpi on tego zakresu. Mam na myśli to, że niskie składowe wszystkich dźwięków są podkreślone, co nadaje im ciepła, przytulności i nieco relaksującego charakteru.

Bas jest więc – jak dla mnie – zestrojony niemal idealnie. Ciepły, lekko miękki, bogaty w wybrzmienia, minimalnie poluzowany. Ale tylko odrobinę. Średnica to bajka. Poprzez swoje lekkie dociążenie jest niesamowicie obecna i realistyczna, bardzo fizjologiczna. Góra idealnie układa się w całość z resztą pasma, nie jest krzykliwa, ale kiedy trzeba potrafi być zadziorna. Jeśli więc talerze perkusyjne na znakomitej płycie RGG “Unfinished Story” skrzą się i połyskują to raczej na złoto ,a nie w srebrnym odcieniu, jeśli dźwięczą to nie zimno, kryształowo, a raczej mosiężnie. Ale nie ma przy tym utraty wyrazistości czy szczegółowości.

Bardzo na takiej charakterystyce tonalnej zyskują głosy – podane są bogato, namacalnie i bardzo realistycznie. Bez względu na to, czy to Bobby Mc Ferrin i jego przyjaciele z płyty “Circlesongs”, czy genialny Kurt Elling z krążka “The Gate”, czy w końcu hipnotyzująca i szamańska Mari Boine śpiewająca utwory z albumu “Leahkastin”. Choć – tu znowu ta sama sztuczka Passa wychodzi na jaw – czasami ma się wrażenie ich lekkiego powiększenia, dociążenia, “podgrzania”. Ale jakie to przyjemne!

xa30.5_rear__large

Pass XA 30.5 ma wejścia RCA i XLR. Te pierwsze lepiej sobie darujmy. Końcówka o wiele lepiej brzmi w połączeniu zbalansowanym (fot. Pass Labs)

Taka charakterystyka tonalna ma też swoje konsekwencje w innych aspektach brzmienia. Na pewno Pass nie jest końcówką ultraszybką, ani szokującą mikrodynamiką. Atak jest odrobinę złagodzony, narastanie poszczególnych dźwięków poprawne, ale nic więcej. Nie ma więc tu efektów znanych choćby ze wzmacniaczy Soulution. Natomiast nie mam żadnych zastrzeżeń do makrodynamiki tego wzmacniacza – Pass jeśli trzeba potrafi przyłożyć, mimo swoich zaledwie 30 nominalnych watów. Nie ma też problemów z oddaniem odpowiedniej skali brzmienia, nawet jeśli jest to płyta Tool czy Led Zeppelin.

Ciąg dalszy na str. 2

1 2

Brak komentarzy