Test Lavardin IS Reference. Wyrafinowany dandys z Francji

0
Lavardin zajawka

Nasza ocena

Wysokie9
Średnica8.9
Bas8.7
Przestrzeń8.8
Dynamika8.5
Przejrzystość i szczegółowość9.5
Słowo klucz do tego wzmacniacza to wyrafinowanie. Niesamowita przejrzystość i szczegółowość, różnicowanie nagrań, świetne panowanie nad dźwiękami – w tym Lavardin jest mistrzem. Barwowego charakteru ten wzmacniacz prawie nie ma. Nieco słabsza dynamika i skala dźwięku.
8.9

TEST / LAVARDIN IS REFERENCE / Są urządzenia audio otoczone aurą tajemnicy, kultem niemal, mające swoich wyznawców. Zdarza się, że nie przekłada się to na ich popularność w Polsce. Tak jest ze wzmacniaczami tej francuskiej marki, w których wykorzystuje się opatentowaną przez konstruktorów technologię zmniejszającą efekt pamięciowy półprzewodników. Jak wpływa to na dźwięk? Oto test wzmacniacza Lavardin IS Reference.

Jestem daleki od przypisywania konkretnych cech brzmieniowych określonym rozwiązaniom konstrukcyjnym, bo słyszałem już lampy brzmiące „jak tranzystory” czy końcówki pracujące w klasie D, które do złudzenia kopiowały stereotypowy sound klasy A. Dlatego trudno mi powiedzieć, czy to redukcja efektu pamięciowego sprawia, że Lavardin IS Reference brzmi tak jak brzmi. Faktem jest, że pod pewnymi względami robi duże wrażenie. Choć z drugiej strony jest też podobny do… polskiego Haiku Audio SOL II, w którym zastosowano zupełnie inną topologię.

Ale po kolei, Lavardin to francuska firma powstała w 1996 roku w mieście Montoire. Nazwa wzięła się od zamku Lavardin znajdującego się nieopodal. Początkowo produkowano dwa modele wzmacniaczy zintegrowanych: IT i IS. W roku 2000 firma przeprowadziła się do większej fabryki w Tours w dolinie Loary. Zwiększono produkcje i wprowadzono nowe modele. Choć trzeba przyznać, że producent nie przesadza z liczbą modeli – oferta jest dość skromna, ale bardzo dobrze przemyślana.

Możemy kupić cztery wzmacniacze zintegrowane ISx i ITx (oba w wersji podstawowej i Reference), dwa przedwzmacniacze i cztery końcówki mocy. Nowe integry z symbolem „x” na końcu nazwy wprowadzono do produkcji w tym roku, ale można jeszcze gdzieniegdzie kupić modele IT i IS. Są też dostępne z drugiej ręki. Dodatkowo Lavardin sprzedaje także własne okablowanie i listwę sieciową.

Test DAC-a Merging NADAC

Najważniejsza we francuskich wzmacniaczach jest jednak tajemnicza, opatentowana przez Lavardina technologia redukcji efektu pamięciowego elementów półprzewodnikowych. Inżynierowie znad Loary odkryli bowiem, że tranzystory i całe układy półprzewodnikowe mogą przechowywać, „zapamiętywać” ślady wszelkich sygnałów przez nie przepływających. A to powoduje powstawanie zniekształceń kolejnych sygnałów. Co ciekawe, w lampach nie ma tego problemu, bo tam prąd przepływa przez próżnię. Konstruktorzy ponoć po latach prób uporali się z tym problemem i dziś wszystkie ich komponenty oparte są na tej technologii.

Test Lavardin IS Reference – budowa

Lavardin IS Reference to wzmacniacz, który kompletnie nie robi wrażenia swoim wyglądem. Większość ludzi nie zwróciłaby na niego uwagi na półce w audiofilskim sklepie. Jest absolutnie niepozorny: niewielki, czarny, bez wyświetlacza i masy przycisków. Ale w swojej prostocie kryje się pewna szlachetność.

Lavardin 8

Test Lavardin IS Reference. Mimo nominalnie niewielkiej mocy wzmacniacz poradził sobie z kilkoma parami głośników. Na zdjęciu napędza monitory ProAc (fot. wstereo.pl)

Dość płaska obudowa wykonana jest z aluminium lakierowanego na czarno. Przedni panel wykonano ze szczotkowanego aluminium. I tu zaskoczenie, bo w testowym egzemplarzu przymocowano go do obudowy… niesymetrycznie. Z prawej strony panel wystawał bardziej na zewnątrz niż z lewej. Taka niedoróbka przy takiej cenie? Wzmacniacz kosztuje ponad 14 tysięcy złotych, należy więc do komponentów wyższej klasy, to już niemal próg hi-endu. Na szczęście to jedyny mankament w budowie wzmacniacza.

Przedni panel wygląda skromnie. Na jego rogach, w zagłębieniach widać srebrne śruby nadające urządzeniu nieco „inżynierskiego” sznytu. Na przedniej płycie umieszczono jeszcze dwie gałki – regulacji głośności i wyboru źródła oraz intensywnie świecącą na czerwono kontrolkę znajdującą się pod nazwą urządzenia. O tym, że mamy do czynienia z ulepszoną wersją Reference dowiadujemy się z tylnej ścianki.

Wyrafinowanie tego wzmacniacza przejawia się przede wszystkim w znakomitej przejrzystości, detaliczności oraz klarowności brzmienia.

Ona także wygląda dość skromnie. Cztery wejścia liniowe umieszczono blisko siebie, ostrożnie z grubymi kablami. Można zamówić wejście magnetofonowe i pre-out. W testowym egzemplarzu były one zaślepione. Podobnie z wyjściami głośnikowymi – grube widełki instaluje się dość niewygodnie, lepiej mieć kable z wtykami bananowymi. Gniazda są dobrej jakości, ale nie jest to jakaś wyszukana audiofilska biżuteria.

Test gramofonu Gold Note Valore 425 Lite

Po prawej stronie znajduje się włącznik sieciowy i gniazdo dla kabla prądowego. Wyraźnie na czerwony kolor zaznaczono, gdzie dochodzić ma żyła „gorąca” – przy wpinaniu sprzętu niezbędny będzie więc śrubokręt-miernik.

A co w środku? Lavardin IS Reference nominalnie dysponuje taką samą mocą 45 watów na kanał przy 8 ohmach, co wersja podstawowa, ale jest od niej bardziej wydajny, a to za sprawą wydajniejszego zasilacza z większym transformatorem i większej baterii kondensatorów. Zamknięto go w aluminiowej puszce z gumowymi elementami izolującymi wibracje.

Lavardin 3

Test Lavardin IS Reference. W przednim panelu widoczne wkręty – taki “techniczny” projekt (fot. wstereo.pl)

Selektor źródeł oparto o przekaźniki Findera umieszczone zaraz za gniazdami wejść skracając w ten sposób drogę sygnału. Głośnością steruje klasyczny niebieski potencjometr Alps. W niewielkich czarnych puszkach zamknięto układy niwelujące „efekty pamięciowe”.

Zdaniem producenta wzmacniacze Lavardin są bardzo czułe na okablowanie. Być może wiąże się to z ich patentem. Podkreśla się, że najlepiej używać ich kabli, także zasilających. Sugeruje się, żeby sieciówka była wpięta wprost do gniazdka w ścianie (bez pośrednictwa kondycjonera czy listwy) i odpowiednio spolaryzowana. Sprawdziłem to i faktycznie – różnice przy zmianie polaryzacji i wpięciu w listwę są naprawdę spore.

Co do innych kabli, to mam nieco inne spostrzeżenia. Lavardin IS Reference dobrze grał na wszystkich użytych przeze mnie kablach głośnikowych (Atlas, MIT, Percon, Haiku). Oczywiście słychać było różnice, ale na każdych z przyjemnością słuchało się muzyki. Natomiast krytyczne było podpięcie odpowiednich interkonektów. Różnice były naprawdę spore. Kompletnie nie sprawdziły się Atlas, Audionowa i Tara Labs. Nieco lepiej było na Cardasie Neutral Reference, ale najlepsze efekty uzyskałem z łączówką Haiku Audio. Zaskoczyło mnie to, ponieważ teoretycznie ten kabel nie powinien pasować do tego wzmacniacza, jego sygnatura brzmieniowa wydawała mi się zbyt jasna. A jednak było idealnie. Warto więc trochę pokombinować z okablowaniem.

Test Lavardin IS Reference – brzmienie

W pierwszej chwili wzmacniacz nie zrobił na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Pod ręką miałem przeciętnie nagraną pytę Jose Gonzaleza „Veneer” (tylko gitara i wokal) i nie najlepsze wydanie Wyntona Marsalisa. Brzmiało przyzwoicie, ale nie działo się nic nadzwyczajnego. Zacząłem ładować do napędu kolejne krążki i muzyka zaczęła mnie coraz bardziej wciągać. Pamiętam, że podobnie było w czasie testów Haiku SOL II: to nie był efekt “wow!”, ale słuchałem muzyki z coraz większą ciekawością i zaangażowaniem.

Lavardin 5

Test Lavardin IS Reference. Gniazdo sieciowe. Wyraźnie zaznaczono, gdzie ma dochodzić żyła gorąca (fot. wstereo.pl)

Później zacząłem zabawę z kablami opisaną powyżej i w końcu Lavardin IS Reference zagrał tak, jak się spodziewałem – bardzo, bardzo dobrze. Ale powtarzam: nie spektakularnie. To nie jest urządzenie, które stawia na tanie efekciarstwo, to bardzo wyrafinowany wzmacniacz, który doceni dobre towarzystwo, dobre realizacje i troskę włożoną w jego aplikacje.

Ciąg dalszy na str. 2

1 2

Brak komentarzy