Tu mamy do czynienia z czymś pośrednim. Na pewno ten świetny odtwarzacz cyfrowy z nowym liniowym zasilaczem nadal pozostaje po tak zwanej muzykalnej stronie prezentacji, to jest wciąż słynna luminowska szkoła grania. A więc to brzmienie ciągle oparte na średnicy, która jednak nie gra już pierwszoplanowej roli. I to już jest troszkę inna średnica niż w moim T3 z impulsowym zasilaczem.
Tony średnie są już bardzo mało ocieplone, nie ma w nich tego tak lubianego dawniej przez miłośników tej marki gęstości, sążnistości, podkreślania niskich składowych, nie są tak krągłe i nasycone “audiofilskim sokiem”. Daleko im oczywiście od suchości, ale widać nową koncepcję w podejściu do tego pasma. A więc wokale – na przykład Cassandry Wilson czy Toma Waitsa – nie są już tak zabójczo niskie i dopalone, klarnet basowy brzmi nieco wyżej, podobnie jak wiolonczela czy altówka.
Natomiast otrzymujemy o wiele więcej precyzji w prowadzeniu dźwięków średnicy, są one dokładniej wyrysowane, z dużą pieczołowitością podane są ich kontury, choć i wypełnienia nie brakuje. Nadal zachowane są naturalne barwy a przede wszystkim ich doskonałe różnicowanie, co jest niezmiernie ważne, bo odpowiada za plastyczność i odczucie barw. Jednym się to spodoba, innym mniej. Natomiast nie ulega wątpliwości, że Lumin w ten sposób zmierza w kierunku neutralności temperaturowej średnicy.
Zauważalne zmiany zaszły też w górze pasma. Soprany w modelu T3x są mocniej zaznaczone i bardziej obecne, poza tym zmienił się nieco ich kolory. Są jaśniejsze, bardziej idą w kierunku srebrnego zabarwienia, bo wcześniejsze (szczególnie te starsze Luminy) były ewidentnie złote. Jednak nie jest to zmiana jakościowa. Daleki jestem o wartościowania – choć osobiście wiem, co mi się bardziej podoba. Góra ma po prostu nieco inny barwowy charakter i jest jej więcej. Natomiast jest nadal rozdzielcza, zróżnicowana, sypka. A nawet z większą ilością powietrza niż wcześniej.

Lumin T3x – test. Charakterystyczne niebieskie wyświetlacze charakterystyczne dla firmy (fot. wstereo.pl)
Chyba najmniej różnic zauważyłem w niskich częstotliwościach. Bas w Luminie T3x ma chyba najwięcej masy i ciała, tonalnie jest najgrubszy. Tonalnie jest więc odrobinę inny od reszty, nie tak neutralny, co nie oznacza, że brzmienie jest niespójne. Po prostu niskie tony nadają tego luminowskiego charakteru temu odtwarzaczowi, ale też pomagają w uzyskaniu innych aspektów (o czym za chwilę). Natomiast na pewno niskie tony są odpowiednio trzymane w ryzach.
No właśnie, ta dodatkowa masa w basie przydaje się do oddania w pełni dużej dynamiki. Bo przy nieco lżejszej, bardziej neutralnej średnicy i mocniejszej górze, oddanie potęgo dźwięku mogłoby być nieco utrudnione. Ale w sukurs idzie właśnie bas, który pozwala Luminowi rozwinąć skrzydła i bez trudu zagrać Slayera czy Kraftwerk.
Tym bardziej że warto oddać dobrą skalę grania, bo z szybkością nowy Lumin nie ma problemów. Nie jest może jakoś wyraźniej szybszy niż model z zasilaczem impulsowym, ale już w tamtym było naprawdę nieźle i odtwarzacz bardzo dobrze radzi sobie z oddaniem rytmu i energii.
I tu jeszcze mała uwaga, dotycząca nasycenia, wypełnienia i doważenie brzmienia. Można sobie z tym do pewnego stopnia poradzić. Lumin w swojej aplikacji zaszył możliwość upsamplingu. Bawiąc się różnymi ustawieniami, zauważyłem, że podwyższenie częstotliwości próbkowania często skutkuje lekkim uplastycznieniem brzmienia. A więc jest pole do popisu. Podobnie mogą postąpić osoby korzystające z Roona, w którym też dostępne są różne ustawienia, którymi można do pewnego stopnia kształtować brzmienie.
Test przetwornika Merason Frérot
Natomiast dodanie liniowego zasilacza na pewno przełożyło się na ogólną klarowność prezentacji. Lumin T3x gra czysto i przejrzyście, dźwięki są bardziej dosadne i bezpośrednie. Po prostu między słuchaczem, a tym, co wydobywa się z głośników, jest mniej przeszkód, muzyka staje się bardziej bezpośrednia. Mniej nas od niej oddziela.
A to z kolei implikuje kolejną ważną rzecz, a mianowicie ogólną przejrzystość prezentacji. Lumin T3x w sposób bardziej bezpardonowy pokazuje szczegóły. Nie chodzi o to, że nagle pojawiają się jakieś nowe, niesłyszane wcześniej dźwięki. Nie, tak nie jest. Także bogactwo wybrzmieniowe jest na podobnym poziomie, jak w modelu z zasilaczem impulsowym.
Natomiast wszelkie drobiazgi odtwarzacz pokazuje wyraźniej, lepiej wyłuskuje je z ogólnego miksu, są one łatwiej przyswajalne i lepiej od siebie oddzielone. I co ważne, są świetnie różnicowane, czyli ich lepsza czytelność nie oznacza, że te z drugiego czy trzeciego planu nagle staną się wydarzeniami skupiającymi uwagę. Nie, Lumin jest na to za kulturalny, za wyrafinowany, żeby używać takich tanich sztuczek.
Przestrzenność brzmienia generowana przez Lumina T3x jest też nieco inna niż w modelu z zasilaczem impulsowym, ale zwróciłbym uwagę na sformułowanie “nieco”, bo nie jest to rewolucja. Odsłuchiwany odtwarzacz wpompowuje w muzykę sporo powietrza, co jest też wynikiem nieco lżejsze charakterystyki tonalnej. A więc dźwięki się nieco bardziej od siebie oddalone, odseparowane, między muzykami jest troszkę więcej mniejsza niż w protoplaście. Co też przekłada się na czytelność.
Nowy Lumin gra też nieco szerzej, muzyka jest jakby bardziej rozciągnięta na linii horyzontalnej, jakby troszkę nam szerzej rozstawiał głośniki w pokoju odsłuchowym. Natomiast nie skutkuje to spłaszczeniem brzmienia, co czasem się zdarza przy szeroko grających urządzeniach. Mamy naprawdę jeszcze lepszą przestrzeń, jeszcze większą swobodę i oddech. Tu jest naprawdę krok naprzód.
Podsumowanie
Co z tego wszystkiego wynika? Czy Lumin T3x jest lepszy od T3? Nie lubię takiego stawiania sprawy, jest nieco inny. W niektórych aspektach – jak na przykład we wspomnianej na końcu przestrzeni – na pewno oferuje więcej. Swoboda, oddech, otwartość robi doskonałe wrażenie. Brzmi czyściutko, bardziej klarownie, co przekłada się na świetne odwzorowywanie szczegółów i najdrobniejszych detali. Jednak Lumin T3x nigdy nie przekracza granicy analityczności, choć jest z odsłuchiwanych przeze mnie Luminów jej najbliższy. To nadal brzmienie muzykalne i na swój sposób przyjazne słuchaczowi. Natomiast nie da się ukryć, że odsłuchiwany odtwarzacz tonalnie jest chyba też najbardziej naturalny z dotychczasowych. Wyraźniej słychać, że bardziej zaakcentowano górę pasma, a średnicę tak zestrojono, że jest w niej już niewiele ciepła i – znanej szczególnie z wcześniejszych modeli – mięsistości i masy. Niektórych to może zmartwi, ale na pewno Lumin T3x zyskał ten sposób na uniwersalności. A jak chcemy dodać mu troszkę “audiofilskiego soczku”, to można pobawić się w ustawienia zaszyte w aplikacji do sterowania albo, jeśli korzystacie z Roona, w tej aplikacji.
Lumin T3x – odtwarzacz sieciowy
Cena – 24 990
Dystrybucja – Audio Atelier
DAC: Lumin T3, Matrix Mini-i
Pre: pasywka Khozmo
Odtwarzacz CD: BAT VK D5 SE
Wzmacniacze: Plinius SA-100 mk3, Mini GaN 5 Amplifier, Cary Audio V12R (z lampami KT120)
Interkonekty: Fadel Art Reference 1, Haiku Audio, Monkey Cables, Gekko Cables Purple Haze
Kable głośnikowe: MIT MH 750, Final Cable SC, Sound Sphere Deneb
Głośniki: Martin Logan ESL
Sieciówki: Ansae, Hijiri SM2R-L “Sound Matter”, KBL Sound
Akcesoria: płyty granitowe i podstawki SoundCare SuperSpikes
Wsparcie PCM: Do 384 kHz, 16–32 bity, stereo
Stopień wyjściowy analogowy: Dwa układy scalone ESS SABRE 32 ES9028Pro DAC
W pełni zbalansowany układ z wysokiej jakości komponentami
Całkowicie przeprojektowany bufor analogowy oferujący wyjątkowo niski poziom szumów i wysoki zakres dynamiki
Dyskretny system zegarowy zapewniający precyzyjny pomiar czasu
Precyzyjna 32-bitowa wewnętrzna cyfrowa architektura
Częstotliwości próbkowania i głębie bitowe: Opcja upsamplingu DSD256 dla wszystkich plików
Opcja próbkowania PCM 384kHz dla wszystkich plików
Cyfrowy stopień wyjściowy:
USB: Natywne wsparcie DSD512, PCM 44,1–384 kHz, 16–32 bity, stereo
BNC-SPDIF: PCM 44,1 kHz–192 kHz, 16–24 bity, DSD (DoP, DSD przez PCM) 2,8 MHz, 1 bit
Sieć optyczna: Standardowy w branży SFP, 1000Base-T Gigabit Ethernet
Do konkretnego przełącznika/kabli może być potrzebny adapter
Używaj jednocześnie z RJ45 (np. podłącz jeden do routera, a drugi do LUMIN L1 lub NAS)






Brak komentarzy