TEST / LUMIN T3x / Wprowadzony już jakiś czas temu na rynek odtwarzacz sieciowy – DAC zintegrowany z transportem – jest rozwinięciem poprzedniej konstrukcji tej znanej marki. Główną zmianą jest zastosowanie liniowego zasilacza zamiast impulsowego. Czy zmiany w brzmieniu są duże? Sprawdziłem. Oto test Lumina T3x.
Niektórzy pamiętają pewnie znany film o greckich audiofilach sprzed pewnie 20 lat. Był tam słynny fragment o zasilaniu. Jeden z bohaterów pokazywał osobne linie do zasilania systemu audio i padło wtedy słynne zdanie: “electricity is 50 procent of the sound”. Pamiętam, jak wtedy wielu co najmniej śmiało się do rozpuku, ale już co bardziej świadomi miłośnicy dobrego brzmienia wiedzieli, jak istotną rolę odgrywa jakość prądu.
Dziś nikogo już to nie dziwi. Wszelkiej maści akcesoria zasilające – kable, kondycjonery, listwy, gniazd, trafa separujące i inne – stały się pełnoprawnym segmentem rynku audio. A wraz z rozwojem zasilaczy impulsowych pojawiły się też osobne zasilacze liniowe audio, którymi możemy zastąpić te oryginalne, impulsowe. Piszę o tym dlatego, że opisywane urządzenie – odtwarzacz sieciowy Lumin T3x – to dowód na to, że nawet duzi i uznani producenci przykładają wadę do “electricity”.
Oto bowiem jakiś czas temu pojawił się na rynku odtwarzacz sieciowy, który jest rozwinięciem bardzo udanego modelu Lumin T3 (test TUTAJ), a główną zmianą jest właśnie zastąpienie zasilacza liniowego zasilaczem liniowym opartym o transformator toroidalny. Czy konstruktorzy po prostu zaimplementowali taki zasilacz z wyższego modelu (mówiąc: “zobaczcie, teraz jest to rozwiązanie w tańszym”), czy wyszli naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy samodzielnie zmieniali zasilanie? Nie wiem. Natomiast wiem, że zmiany w brzmieniu są słyszalne, o czym za moment.
Przypomnijmy tylko, że opisywana już przez nas wielokrotnie firma Lumin to uznane na rynku przedsiębiorstwo zajmujące się cyfrowym audio. Marka należy do Pixel Magic Systems z Hongkongu specjalizującego się w transmisji sygnałów wizyjnych najwyższej jakości, zadebiutowała na rynku audio w 2013 roku odtwarzaczem sieciowym, który nazywał się po prostu Lumin (później dodano do nazwy A1).
Mamy więc obecnie trzy streamery i pięć odtwarzaczy sieciowe. Dwa z nich – Lumin P2 i P2 Mini – są też liniowymi prampemi dla innych źródeł. Do tego możemy kupić końcówkę mocy, sieciowy serwer i switch oraz pilota zdalnego sterowania razem z odbiornikiem do niego. Odsłuchiwany model T3x plasuje się w środku oferty.
Lumin T3x – test. Budowa
Lumin przyzwyczaił nas już do tego, że z niesamowitą wręcz konsekwencją podąża raz wytyczoną drogą, także jeśli chodzi o wygląd i zastosowane rozwiązania. I nie inaczej jest w opisywanym modelu. Parafrazując słynny cytat z księdza Benedykta Chmielowskiego z jego encyklopedii “Nowe Ateny”: jaki Lumin jest, każdy widzi.
Tak więc Lumin T3x z zewnątrz do złudzenia przypomina swoich poprzedników, a także inne modele tego producenta z Hongkongu. Odtwarzacz zamknięty jest w charakterystycznej, dość płaskiej obudowie. Urządzenia ze średniej i wyższej półki wyglądają podobnie, głównie za sprawą przedniego panelu.
Test polskiego DAC Audio Phonique PCM/DSD DAC
Od razu rzuca się w oczy przedni panel. Wykonano go z grubego kawałka aluminium, który został odpowiednio wyprofilowany, tworząc charakterystyczny łuk. Patrząc na urządzenie z boku, można zauważyć, że całość przybiera kształt trójkąta.
W centralnej części znalazł się niewielki wyświetlacz, subtelnie wkomponowany we front obudowy. Jego znaki mają charakterystyczny niebieski kolor, którego trudno nie rozpoznać. Ciekawym dodatkiem jest także okrągły wskaźnik obrazujący postęp odtwarzania utworu – rozwiązanie nieskomplikowane, ale bardzo funkcjonalne. Można też ustawić tak Lumina, że kółko pokazuje poziom głośności.
Na ekranie wyświetlane są również informacje o wykonawcy, fragment nazwy utworu oraz parametry odtwarzanego pliku. Jak przystało na urządzenia Lumina, sam wyświetlacz nie należy do dużych, dlatego z większej odległości odczyt prezentowanych danych może być utrudniony.
Z tyłu również znajdziemy element charakterystyczny dla tej konstrukcji. Nad tylną ścianką, a także po bokach, obudowa tworzy coś na kształt niewielkiego daszka. Górna pokrywa i boczne panele nieznacznie wystają poza obrys urządzenia. Pod względem estetycznym prezentuje się to bardzo atrakcyjnie, ponieważ skutecznie maskuje podłączone przewody i ich wtyki. Z drugiej strony takie rozwiązanie może budzić pewne zastrzeżenia pod względem wygody użytkowania. Najważniejsze, że projekt jest prosty, czysty i bardzo estetyczny.
Tylna ścianka też jest w charakterystyczny luminowski sposób zagospodarowana, choć w tym modelu pojawiają się pewne nowe elementy. Zacznijmy od tego, co się nie zmieniło, albo zmieniło się niewiele. Po lewej stronie mamy więc gniazda wyjść analogowych w dwóch standardach: RCA i XLR. Warto korzystać z XLR (szczególnie jeśli mamy resztę toru symetryczną), bo odtwarzacz jest zbalansowany.
Lumin T3x gra czysto i przejrzyście, dźwięki są bardziej dosadne i bezpośrednie. Po prostu między słuchaczem, a tym, co wydobywa się z głośników, jest mniej przeszkód, muzyka staje się bardziej namacalna
Na przeciwległym skraju znajduje się gniazdo na kabel zasilający, główny włącznik oraz slot na bezpiecznik. Gniazdo jest jednak nieco inaczej zamontowane, bolce umieszczone są pionowo. Niby niewielka różnica, ale czasem może się zdarzyć (z powodu budowy wtyczki i nieszczęsnego daszku), że będzie trudno niektóre kable podłączyć. Ale to sytuacje ekstremalne. Tak jak poprzedni mamy gniazdo wyjścia cyfrowego w standardzie BNC oraz złącze uziemienia.
A dalej są już zmiany. Otóż widzimy dwa porty USB (wcześniej był jeden), co daje większą uniwersalność temu urządzeniu. Mogą one służyć do połączenie zewnętrznej pamięci przenośnej z muzyką, ale możemy wykorzystać je także jako kolejne wyjście cyfrowe dla zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego.
Test odtwarzacza TAGA Harmony TCD-30
Lumina T3X podłączymy z siecią tylko za pomocą kabla – nie ma anteny do łączności Wi-Fi czy Bluetooth. Jest więc znane z wcześniejszych urządzeń gniazdo Ethernet do kabli LAN (RJ45). Nowością jest gniazdo optyczne SFP izolujące galwanicznie od zakłóceń. Trzeba jednak posiadać router lub switch, które ma podobne wyjście. Wraz z umieszczonym obok gniazdem LAN tworzy ono mikroprzełącznik LAN.
Zupełną nowością jest za to układ zasilania. Zamiast stosowanego wcześnie j zasilacza impulsowego mam zasilacz liniowy oparty o transformator toroidalny. To z jednej strony ukłon w stronę tych, którzy samodzielnie implementowali takie zasilacze do T3, ale jednocześnie przeniesienie koncepcji zasilania liniowego z topowego modelu oczko niżej. Cały zasilacz zamknięto w osobnej puszcze i ładnie odizolowano od reszty układów.
Cała reszta jest podobna do tego, co znamy w Luminie T3. A więc DAC oparty jest w nim o dwie kości D/A ES9028Pro SABRE, po jednej na kanał. Zarówno ta sekcja, jak i wyjściowa jest zbalansowana i zbudowana w topologii dual mono. Taka sama jest też sekcja transportu z nowoczesnym procesorem.
Sterujemy urządzeniem z poziomu autorskiej, darmowej aplikacji Lumina na oba najpopularniejsze systemy operacyjne. Jest intuicyjna, łatwa w obsłudze, dział szybko i bardzo stabilnie. Warto też zaznaczyć, że Luminem można sterować też z najbardziej popularnej wśród miłośników dobrego brzmienia aplikacji Roon, oraz z poziomu najpopularniejszych platform streamingowych Tidal i Spotify (urządzenie jest Roon ready oraz ma funkcję Tidal i Spotify Connect). Do tego obsłużymy Quobuz, FLAC Lossless Radio, TuneIn Radio, Apple AirPlay i multiroom (SongCast). Jeśli chodzi o pliki, to odtworzymy za jego pomocą prawie wszelkie możliwe formaty plików: FLAC, MQA, WAV, DSD, Apple Lossless (ALAC), AIFF oraz mp3.
Lumin T3x – tak jak inne odtwarzacze – umożliwia sterowania głośnością i pominięcie preampu. Sterujemy wtedy siłą głosu w domenie cyfrowej z poziomu kości DAC lub za pośrednictwem algorytmu Leedh Processing, stosowanego w tak znanych i cenionych markach jak Metronome czy Soulution. Sprawdza się bardzo dobrze. Do tego mamy możliwość ustawiania balansu oraz dwóch stopni poziomu wyjściowego, dla lepszego dostosowania urządzenia do wzmacniacza.
Lumina daje też bardzo duże możliwości upsamplingu, jak i downsampligu sygnału. Jeśli chodzi o sygnał PCM mamy możliwość konwersji do 32 bitów i 384 kHz, w przypadku DSD 256. Możemy też zmieniać głębię bitową. Warto się tym pobawić, bo efekty mogą zaskoczyć.
No i teraz cena. Polski dystrybutor marki – wrocławska fima Audio Atelier – wyceniła odtwarzacz na 24 990 (hi-end, urządzenia powyżej 20 tys. zł). Zmiana ceny w stosunku do poprzednika jest więc czysto kosmetyczna, biorąc pod uwagę, że zewnętrzne zasilacze sprzedawane do Luminów kosztowały od ok. 2 tys złotych. A więc brawo za bardzo rozsądną politykę cenową.
Lumin T3x – test. Brzmienie
Cóż, nie mogą napisać swoich wrażeń z odsłuchów nowego odtwarzacza Lumina ze średniej półki, nie odnosząc się do jego bezpośredniego poprzednika, czyli Lumina T3. Bo przecież nie dość, że napisałem jego recenzję, to jeszcze używam go w swoim systemie audio na co dzień i jestem z niego bardzo zadowolony. A więc będzie to recenzja trochę w formie porównania.
No więc dwa słowa o zasilaniu. Od dawna istnieje – uzsadnione moim zdaniem, poparte też odsłuchowymi doświadczeniami – przekonanie, że w wielu wypadkach zamiana zasilacza impulsowego na liniowy przynosi wymierne i słyszalne efekty. Chodzi przede wszystkim o plastyczność i bogactwo brzmienia, jego płynność i ciepło. Niektórzy nazywają to “brakiem cyfrowego nalotu”, choć je nie lubię tego określenia.
W wielu przypadkach tak właśnie jest, szczególnie w małych, tak zwanych peryferyjnych urządzeniach, a więc na przykład w switchach czy routerach. Ale nie zawsze, czasem liniowy zasilacz działa troszeczkę inaczej, poprawiając przejrzystość, czystość przekazu czy dynamikę. A jak jest w przypadku Lumina T3x?
Ciąg dalszy na str. 2





Brak komentarzy