Test Exposure 3010S2 D. Dżentelmen z tendencją do dokazywania

0
Exposure 3010 zajawka

Nasza ocena

Wysokie9.1
Średnica8.8
Bas9.5
Przestrzeń8.9
Dynamika9.5
Przejrzystość i szczegółowość9.2
KLASA A (wyższa grupa cenowa od 8 do 15 tys. zł) Szybki, dynamiczny, znakomicie kontroluje dźwięk i oddaje rytm. Ale to nie wszystkie asy - świetny bas, dobra rozdzielczość i wyrazistość brzmienia. Barwowo nieco powściągliwy, nie robi też sztuczek z przestrzenią.
9.2

TEST / EXPOSURE 3010S2 D / Mówiąc o brytyjskim sprzęcie hi-fi używa się często przymiotnika “klasyczny”. Bo to właśnie miedzy innymi Brytyjczycy położyli podwaliny pod współczesny przemysł sprzętu do odtwarzania muzyki w wysokiej jakości. Zawsze postrzegani byli też jako nieco konserwatywni, co miało gwarantować wysoką jakość produkowanych przez nich urządzeń. I jedną z takich “klasycznych” firm jest Exposure. Sprawdziliśmy ich wzmacniacz zintegrowany. Oto test Exposure 3010S2 D.

Firma Exposure powstała w 1974 roku, założył ją John Farlowe. Od początku wielką wagę poświęcano inżynierskim projektom, urządzenia miały być solidnie zaprojektowane, z dobrym zasilaniem i krótką ścieżką sygnału. Choć sam Farlowe chwalił się, że ostateczny szlif ich produkty uzyskują w czasie sesji odsłuchowych, w których uczestniczyli słynni muzycy, miedzy innymi z grupy Pink Floyd oraz David Bowie. Komponenty tej firmy zawsze były też przykładem wzorniczego minimalizmu – proste, skromne o klasycznych kształtach. Tylko seria MCX wyróżniała się wyszukanym designem.

Oferta Exposure zawsze była prosta i uporządkowana, i tak jest do dziś. Urządzenia podzielone są na cztery serie oznaczone numerami: 1010, 2010S, 3010S, 5010 oraz serię XM. Ta ostatnia ma charakterystyczne wąskie obudowy o szerokości połowy klasycznych klocków (ok. 22 cm). W seriach znajdziemy wzmacniacze zintegrowane, preampy (także gramofonowe), stereofoniczne końcówki mocy i monobloki, oraz źródła – odtwarzacze CD i przetworniki cyfrowo-analogowe (DAC)

Testowany wzmacniacz Exposure 3010S2 D należy do drugiej od góry linii w ofercie firmy, znajdziemy w niej także preamp, monobloki, końcówkę mocy, preamp gramofonowy i odtwarzacz CD. Integra w podstawowej wersji, bez modułu DAC i preampu gramofonowego kosztuje 9 190 złotych, zaliczyć ją należy do klasy A (wyższa klasa cenowa od 8 do 15 tys. zł).

Test Exposure 3010S2 D – budowa

Urządzenia tej brytyjskiej firmy zawsze były przykładem dizajnerskiej powściągliwości i spokoju. Stawiano na prostotę i absolutny minimalizm – jak najmniej przycisków, żadnych zdobień czy wskaźników. I tak jest też w przypadku recenzowanego wzmacniacza. Exposure 3010S2 D wygląda bardzo niepozornie, ale stylowo i – chciałoby się powiedzieć – elegancko i schludnie. Choć pewnie znajdą się malkontenci, którym wyda się nudny i mało porywający. 

Exposure 3010 3

Test Exposure 3010S2 D. Wzmacniacz bez trudu napędził nie najłatwiejsze monitory ProAc (fot. wstereo.pl)

Wzmacniacz ma prostą bryłę, zbudowany jest solidnej metalowej blachy. Przednia ścianka to oczywiście płat szczotkowanego aluminium, na którym dzieje się niewiele. Jedynym elementem zdobniczym jest wycięta pozioma bruzda biegnąca wzdłuż całego panelu. Po lewej stronie znalazł się włącznik a nad nim logo marki, nie ma jednak oznaczenia modelu. Po prawej stronie – dwie gałki. Ta bliżej środka służy do regulacji głośności, na prawo od niej  – do wybierania źródła dźwięku. Na nich umieszczono niewielkie diodki informujące o położeniu gałki. 

Exposure 3010S2 D oferowany jest w dwóch kolorach – czarnym i srebrnym. Diodki w wersji czarnej są czerwone, w srebrnej – niebieskie. Na środku widać “oczko” do zdalnego sterowania. Jest ono niemal niewidoczne w na czarnej obudowie.

Test wzmacniacza Lyngdorf TDAI 2170

Na tylnej ściance w oczy rzucają się przede wszystkim niekonwencjonalne gniazda głośnikowe. Ktoś, kto widzi Exposurea po raz pierwszy, może być mocno zaskoczony. Zamiast klasycznych zakręcanych trzpieni mamy … otwory na banany. Kabli z widełkami do wzmacniacza nie podłączymy, chyba że zaopatrzymy się w przejściówki. Za to mamy dwie pary gniazd, co ułatwia eksperymentowania z bi-wiringiem. Obok nich umieszczono gniazdo na sieciówkę. 

Bardzo dobrej jakości są za to gniazda RCA, które zamontowano ze sporymi odstępami. Do dyspozycji mamy sześć wejść liniowych, wyjście do nagrywania po taśmie i aż dwa wyjścia z przedwzmacniacza. Można do nich podłączyć subwoofer lub dodatkową końcówkę mocy. W podstawowej wersji wzmacniacz nie ma wbudowanego preampu gramofonowego, ale można odpowiedni moduł dokupić za 1380 zł. 

Exposure 3010S2 D świetnie radzi sobie z mikrodynamiką oddając z pietyzmem transjenty a co najważniejsze – bardzo dobrze je różnicuje. Świetnie radzi sobie z rytmem i basem

Na tylnej ściance widoczna jest także niewielka zaślepka. Do czego służy? Exposure 3010S2 D można doposażyć w moduł DAC i wtedy na tylnej płycie pojawią się dwa dodatkowe wejścia cyfrowe: coaxialne BNC (częstotliwość próbkowania 192KHz przy maks. 24 bitach) i USB (92KH/24 bitów, DSD64 DoP). Koszt modułu DAC to 1890 zł. 

Budowę wewnętrzną wzmacniacza Exposure 3010S2 D oparto o bardzo solidne zasilanie, którego główną części jest naprawdę duży transformator toroidalny umieszczony po lewe stronie i oddzielony o reszty elektroniki grubym radiatorem. Układ elektroniczny umieszczono na dwustronnie drukowanej płytce. Postarano się o krótkie ścieżki sygnałowe. Producent podaje, że zastosowano obwody kaskadowe w stopniu końcowym dla poprawienia wydajności zasilacza. Stopień wyjściowy oparto na tranzystorach bipolarnych, które dostarczają 110 W na kanał przy 8 ohmach. Regulację głośności realizuje klasyczny potencjometr Alpsa.

Test Exposure 3010S2 D – brzmienie

Zanim rozbierzemy brzmienie Exposure 3010S2 D na czynniki pierwsze, warto spróbować oddać ogólny rys brzmienia tego wzmacniacza. A jak wiadomo w takich momentach najlepiej sięgnąć po metaforę lub porównanie. Kilka razy posiłkowałem się już terminologią kulinarną czy sportową, używałem też porównań do pięknych kobiet, dlatego tym razem spróbuję czegoś innego.

Test Exposure 3010S2 D. Niekonwencjonalne gniazda głośnikowe (fot. wstereo.pl)

Brytyjski wzmacniacz jest jak brytyjski dżentelmen: z dobrymi manierami, dystyngowany, kulturalny, w niektórych aspektach nieco stonowany, zawsze dokładny i opanowany. To przeciwieństwo rozkrzyczanego, mocno gestykulującego Włocha w sportowej marynarce i czerwonych butach czy Hiszpana w dżinsach i koszuli. Nasz dżentelmen ubrany jest w nienagannie skrojony garnitur, na nogach ma klasyczne buty, jest pod krawatem, pachnie dobrą wodą kolońską.

Ciąg dalszy na str. 2

1 2

Brak komentarzy