Test Exposure 3010S2 D. Dżentelmen z tendencją do dokazywania

0
Exposure 3010 zajawka

Nasza ocena

Wysokie9.1
Średnica8.8
Bas9.5
Przestrzeń8.9
Dynamika9.5
Przejrzystość i szczegółowość9.2
KLASA A (wyższa grupa cenowa od 8 do 15 tys. zł) Szybki, dynamiczny, znakomicie kontroluje dźwięk i oddaje rytm. Ale to nie wszystkie asy - świetny bas, dobra rozdzielczość i wyrazistość brzmienia. Barwowo nieco powściągliwy, nie robi też sztuczek z przestrzenią.
9.2

Jednak kiedy przyjrzymy mu się bliżej, to okaże się, że pod tym garniturem jest sporo mięśni kryjących siłę i stanowczość. I jeśli tego dżentelmena ktoś na przyjęciu czymś zirytuje, to w mgnieniu oka zareaguje, momentalnie założy mu chwyt obezwładniający i wyprowadzi z przyjęcia. A jeśli trzeba będzie, to wyprowadzi celny cios. I taki jest właśnie Exposure 3010S2 D. Z pozoru zwykły wzmacniacz, ale kiedy posłuchamy czegoś z mocno zaznaczonym rytmem albo przekręcimy gałkę głośności a prawo – zaczyna dokazywać.

No dobrze, wystarczy metafor. Zaczniemy od rytmu i dynamiki, bo w tym brytyjska integra jest naprawdę bardzo, bardzo mocna. Jeśli lubicie skoczne kawałki, jeśli chcecie ruszać nogą i stukać ręką w oparcie fotele, to ten wzmacniacz możecie wpisać na listę do posłuchania. Exposure 3010S2 D lubi rocka, dobry pop i tym podobne rzeczy. Wyraźnie zaznacza atak na dźwięki, nie przeciąga ich ponad miarę, kontroluje i odważa precyzyjnie. I co ważne – nie boi się wysokich poziomów głośności. Ba, wręcz lubi pograć odważnie. Ważne, że wraz z nabieraniem wigoru nie wkrada się w jego brzmienie chaos, cały czas świetnie panuje nad muzyką.

Exposure 3010S2 D świetnie radzi sobie z mikrodynamiką oddając z pietyzmem transjenty a co najważniejsze – bardzo dobrze je różnicuje. Pokazuje, jak różne może być narastanie dźwięków nawet w obrębie jednego utworu A to powoduje, że muzyka pod względem rytmicznym nie jest nudna, pulsuje i żyje. Posłuchajcie świetnych perkusistów – Manu Katche, Marylin Mazur, Neila Parta z Rush. Wszelkie przeszkadzajki, talerze, bębenki, dzwoneczki mienią się jakby oświetlone punktowymi reflektorami.

Exposure 3010 5

Test Exposure 3010S2 D. Wzmacniacz jest bardzo minimalistyczny (fot. wstereo.pl)

Integra z Lancing dobrze oddaje też skalę muzyki, nie boi się ani potężnego rocka, ani symfoniki, ani potężnych elektronicznych klastrów – i Kirk, i Korn, i Tool słucha się z przyjemnością. To jeszcze nie poziom wielkich amerykańskich końcówek mocy, ale jak na integrę za mniej niż 10 tys. złotych jest naprawdę dobrze. Spora w tym zasługa bardzo dobrego basu, ale także kontroli i rozdzielczości.

Na właśnie – bas to kolejna karta atutowa tego wzmacniacza. Exposure 3010S2 D jest barwowo bardzo neutralny, z jasnymi kolumnami i źródłem może się niektórym wydać nawet odrobinkę chłodny, ale niskie tony są minimalnie ocieplone. Podkreślam określenie “minimalnie”, bo zabieg ten przeprowadzono bardzo delikatnie, dodając nieco niskich składowych. A jednocześnie bas odrobinkę podkreślono. I znowu podkreślenie – odrobinkę. Jaki dało to efekt?

Test wzmacniacza Anthem STR

Exposure 3010S2 D daje muzyce świetny fundament, skalę i moc, bo bas jest tak samo szybki i autorytatywny jak pozostałe pasma. Atakuje wyraźnie nie tracąc rytmiczności. Ale cały czas jest obecny, nie daje o sobie zapomnieć, mimo że niczego nie zalewa ani nie dominuje przekazu. 

Średnica i góra są już ustawione temperaturowo na zero, jeśli ktoś poszukuje ocieplenia w wokalach czy złagodzenia góry powinien poszukać gdzie indziej. Podobnie jak miłośnicy maksymalnego wybarwienia i dopalenia, którzy oczekują słodkiego soku lejącego się muzyki nie znajdą tego w brytyjskiej integrze. To jest ta powściągliwość i stonowanie godne dżentelmena. Wzmacniacz dawkuje niskie harmoniczne z umiarem, gra pod tym względem może nie chłodno, ale powściągliwie. 

Exposure 3010 2

Test Exposure 3010S2 D. We wzmacniaczu jest aż sześć wejść (fot. Exposure)

Dlatego wokale wokale Patrici Kaas czy Toma Waitsa nie brzmią tak, jak na przykład na piecach Passa, Sugdena czy Xindaka, ich wolumen i waga są nieco mniejsze. Z drugiej strony kapitalnie wypadają akustyczne gitary czy dęciaki, bo jest w ich dźwięku niezbędna ostrość i ukłucie. Z kolei soprany iskrzą się i lśnią srebrzyście, są lekkie i nadają muzyce oddechu i powietrza. Choć czasem przydałoby się im odrobinę więcej masy i zróżnicowania.

Exposure 3010S2 D nie ma żadnych problemów z rozdzielczością i podawaniem detali. Niczego nie musimy się domyślać, wszystko dostajemy na tacy ale z kulturą i bez wywlekania na pierwszy plan tego, co ma być na drugim i trzecim. Wszystkie wydarzenia muzyczne ułożone tak, jak powinny, bez wyolbrzymiania czy maskowania czegokolwiek. To także zasługa świetnej mikrodynamiki, o której wspominałem wcześniej. A to wszystko sprawie, że muzyka brzmi wciągająco i namacalnie.

I na koniec przestrzeń. Najlepszym słowem, jakie przychodzi mi na myśl, jest poprawność.  Exposure 3010S2 D kreuje zjawiska przestrzenne w sposób poprawny, taki jak się spodziewamy. Nie ma rozdmuchiwania jej ponad miarę ale też trudno jej zarzucić nadmierne ściśnięcie czy ograniczenie.

Wydarzenia muzyczne brytyjska integra kreuje między głośnikami ustawiając dźwięki w należytym porządku i oddzielając od siebie sporą ilością powietrza i miejsca. Nie ma na niej tłoku. Oczywiście kiedy realizator ustawi panoramę poza głośniki,  Exposure 3010S2 D to odda, miłośnicy Rogera Watersa nie mają się czego obawiać – saneczki i odgłosy rąbania drewna będą dochodzić z odpowiednich miejsc pokoju.

Także głębia jest poprawna – scena zaczyna się tuż za linią głośników i słuchać wybudowane plany. Nie da się jednak ukryć, że wybrzmienia w jej głąb mogłyby być odrobinę bardziej czytelne. Ale może to mieć związek neutralnością średnicy – trójwymiarowość brył muzycznych łatwiej osiągnąć ciepło grającym wzmacniaczom.

Podsumowanie

Exposure 3010S2 D nie robi od razu po podłączeniu piorunującego wrażenia, to nie jest urządzenie epatujące jakimiś łatwymi do rozszyfrowania sztuczkami. Ale wystarczy godzinka i kilka płyt zmienionych w odtwarzaczu, by przekonać się, że to solidny, dobrze grający wzmacniacz wyższej klasy. Jest ułożony i znakomicie kontroluje dźwięk, wrażenie robią szczególnie jego walory dynamiczne i szybkość – oddanie rytmu to jeden z jego największych atutów. Ale to nie wszystkie asy – świetny bas, rozdzielczość i wyrazistość brzmienia mogą się naprawdę podobać. Barwowo jest nieco powściągliwy, ciepła w nim raczej nie znajdziemy (może odrobinę w basie). Nie robi też sztuczek z przestrzenią. Exposure 3010S2 D to dobra propozycja dla audiofilów szukających rzetelnego wzmacniacza, który doda do ich nagrań trochę adrenaliny i ożywi ich system.
Maciej Stempurski, fot. wstereo.pl, Exposure

Czytaj także:
Test polskie wzmacniacza Feliks Audio Arioso 2A3
Test Musical Fidelity Encore 225

System odsłuchowy:
CD: BAT VK D5 SE
Pliki: DigiOne Player, laptop z programem J River
DAC: Matrix Mini-i, LabGruppen IPD 120
Pre: pasywka Khozmo
Wzmacniacze: LabGruppen IPD 120, Cary Audio V12R (z lampami KT120)
Interkonekty: Fadel Art Reference 1, Haiku Audio, XLO Pro, Monkey Cables
Kable głośnikowe: MIT MH 750, Haiku Audio, XLO Pro
Głośniki: ProAc Response SC One, Triangle Delta
Sieciówki: Ansae Muluc i Imix, KBL Sound
Akcesoria: płyty granitowe i podstawki SoundCare SuperSpikes
Pokój zaadaptowany akustycznie

Exposure 3010S2 D – wzmacniacz zintegrowany
Cena – 9190 zł
Dystrybucja – Trimex

Specyfikacja techniczna producenta:
Maksymalna moc wyjściowa (1 KHz): 110W na kanał RMS ( 8 Ohm )
Czułość wejść liniowych: 250mV
Impedancja wejściowa: >17K Ohm
Wyjścia liniowe preout dla zewnętrznych końcówek mocy: 1V, wzmocnienie +18 dB.
Pasmo przenoszenia: 20Hz – 20000Hz
Całkowite zniekształcenia harmoniczne: <0,03% przy mocy znamionowej
Stosunek sygnału do szumu: 100 dB, A ważony , przy mocy znamionowej
Separacja kanałów: 20Hz-20KHz > 60 dB
Pobór mocy: < 400W
Wymiary (wys. x szer. x gł.): 115 mm x 440 mm x 300 mm
Masa netto: 12 kg

1 2

Brak komentarzy