W starym sprzęcie jest najwięcej muzyki

0
IMG_1444

WYWIAD / O tym, dlaczego stary sprzęt brzmi tak dobrze rozmawiamy z Michałem Nowińskim, współwłaścicielem sklepu i serwisu Nomos.

Wstereo: Takie zadanie. Jestem młodym człowiekiem. Wyrosłem już z miniwieży, granie z komputera też mnie przestało rajcować. Koledzy namawiają mnie na sprzęt audio. Mam do wydania 8-10 tys. zł. Kupować nowe komponenty, czy pójść w vintage audio?

Michał Nowiński: 10 tysięcy! To ogromne pieniądze – przynajmniej z mojego punktu widzenia. W audiofilskim sklepie za taką kwotę można kupić nowy dobry, ale jednak jeszcze budżetowy sprzęt. To średnio 2,5-3 tys. zł na każdy element: źródło, wzmacniacz i kolumny. I parę groszy na kable. Na podobnej klasy sprzęt, grający na porównywalnym poziomie, tylko mający powiedzmy 20 czy 25 lat, wydamy 3 tysiące. A za 10 tysięcy można dostać retro klocki z naprawdę wysokiej półki. Za współczesny musielibyśmy wyłożyć 40-50 tys. zł. Dam przykład: kapitalne głośniki JBL 4412 kosztują 6-8 tys. zł; do tego jakaś fajna integra za 2-3 tysiące i gramofon, przykładowo Sony. I taki zestaw jest w stanie stanąć w szranki ze współczesnym systemem hi-endowym. Oczywiście można jeszcze lepiej, na przykład kupując absolutnie topowe konstrukcje sprzed lat. I wtedy wydając 50-60 tysięcy za system trudno będzie znaleźć współczesny sprzęt grający równie pięknie.

Gdyby pan powiedziałby to producentowi lub sprzedawcy współczesnego audio, mówiąc kolokwialnie, zabiłby pana śmiechem.

Pewnie tak. Ale co miałby innego zrobić. Przecież on musi zarabiać, musi pracować na marżę.

Ale ludzie sprzedający audio vintage też mają marżę i też na tym zarabiają.

Oczywiście. Ale po pierwsze moja marża jest mniejsza, a po drugie ja sprzedaję sprzęt za naprawdę ułamek jego początkowej wartości. Pokażę coś. Tu stoi współczesny gramofon pewnej firmy sprzedawany za 2 tys. zł. Pytam się: za co chcą te pieniądze? Mechanizm jest żywcem przejęty z Duala, który my sprzedajemy za 400 złotych. Nie warto oszczędzić 1600 zł i mieć fantastyczny dźwięk za mniejsze pieniądze?

No to porozmawiajmy o tym dźwięku. Vintage brzmi lepiej niż sprzęt współczesny?

Tak, moim zdaniem brzmi lepiej. Dlaczego? Bo brzmi inaczej. Przede wszystkim daje zupełnie inną barwę dźwięku niż współczesny. Mam wrażenie, że nowi producenci skupiają się na maksymalnym wyeksponowaniu rozdzielczości i szczegółowości kosztem innych aspektów. Słuchanie takiego sprzętu moim zdaniem nie ma nic wspólnego z przyjemnością, po godzinie boli mnie głowa. To ta przysłowiowa audiofilska „krew z uszu”. Zapomina się o naturalnej barwie, nasyceniu. Ona jest w starym sprzęcie. Może nie słychać na nim, jak pianista sapie przy graniu, jak skrzypi krzesło pod skrzypkiem; może bas jest taki czy owaki, może lekko przycięta góra. Ale jaka jest średnica! A to przecież w średnicy dzieje się najwięcej, to tam jest najwięcej muzyki.

Co prócz barwy?

Dynamika na przykład. W głośnikach stosowano lekkie, często papierowe membrany, kolumny miały wysoką efektywność. Wzmacniacze radziły sobie z nimi o wiele lepiej. I to się słyszy. Niebagatelne znaczenie na jakość brzmienia ma też budowa tego sprzętu – to pod względem inżynieryjnym naprawdę solidnie zbudowane urządzania. Kiedy oglądam współczesne wzmacniacze czy odtwarzacze, nawet te drogie, to mam wrażenie, że trzydzieści lat temu księgowi mieli mniej do powiedzenia w firmach produkujących audio. Wkładano do środka porządne elementy, nie oszczędzano na komponentach i jakości. Czasami dochodzą do tego głupie przepisy. Dam przykład: cyna bezołowiowa, wymysł naszej wspaniałej Unii Europejskiej. Szybko się utlenia i czasem po trzech, czterech latach niektóre styki puszczają. Oczywiście stare sprzęty też się psuja, też ulegają zużyciu, na przykład wysychające kondensatory. Ale generalnie sprzęt sprzed lat był naprawdę solidnie zrobiony.

A są inne powody, dla których ludzie kupują sprzęt retro? Z sentymentu?

Nie, w Polsce ten aspekt gra niewielką rolę. Oczywiście jest grupa osób pamiętających czasy Peweksu, przed którym staliśmy i podziwialiśmy Technicsy i Pioneery, na które często nie było nas stać. I ci ludzie czasem kupują sobie coś ze staroci. Ale ogólnie kultura audiofilska to u nas zjawisko dość młode.

Snobizm?

Też chyba nie. Vintage kupuje się świadomie. Przychodzą do nas ludzie, którzy wiedzą, czego szukają. Chcą innego dźwięku. Często są to doświadczeni, osłuchani audiofile koło czterdziestki. Ale mnie cieszy, że jest coraz więcej młodych ludzi zainteresowanych tym segmentem. Na pewno ma na to wpływ renesans winylu. Ci młodzi znają pliki, ale chcą poznać inny dźwięk. I za niewielkie pieniądze dostają bardzo dobrą jakość.

A wygląd?

Dziś często nowy sprzęt wygląda bardzo minimalistycznie, końcówka mocy ma tylko przycisk „power” i to wszystko, przetwornik to prostopadłościan przypominający monolityczny blok z kilkoma guzikami i wyświetlaczem. Trochę to wszystko bezduszne. Dawny sprzęt wyglądał moim zdaniem fajniej. Te wychyłowe wskaźniki, drewniane boczki, rżnięte gałki obracające się z miłym oporem – mnie to bawi i bardzo się podoba. To daje taki efekt fizycznego kontaktu z czymś pięknym, namacalnym, przyjaznym. No i te regulatory – można sobie pokręcić, pobawić się ustawieniami barwy. Puryści twierdzą, że to nieaudiofilskie, że ingerujemy w ten sposób w naturalny dźwięk. A mnie się wydaje, że sprzęt ma nam dawać radość ze słuchania. To dlaczego tej radości nie możemy dobie dodać ustawiając regulatorem to i owo. I właśnie ten namacalny kontakt z czymś materialnym powoduje, że ludzie zaczynają mieć dosyć plików. Chcą winylu, gramofonu. Pliki są bezduszne, a winylu można dotknąć, trzeba go czasem umyć, przetrzeć, położyć na talerz gramofonu. To daje frajdę. Jest jeszcze okładka, ze zdjęciami, z ciekawym projektem graficznym, z kolorami, opisem, krojem czcionki. A co ma plik? Rozdzielczość…
Stary sprzęt audio potrafi nas też zaskoczyć czy rozśmieszyć. To jest na przykład pierwszy magnetofon kasetowy z autorewersem – AKAI GXC 65D. Autorewers polega na tym, że urządzenie… samo wyjmuje kasetę, przekręca ją i wkłada z powrotem do kieszeni! Taki wynalazek.

IMG_1454

Pierwszy magnetofon z autorewersem firmy Akai (fot. wstereo)

Ciąg dalszy na str. 2

1 2

Brak komentarzy