TEST / MARTIN LOGAN ELECTROMOTION ESL. INNY, LEPSZY ŚWIAT

1
ML ESL zajawka

Nasza ocena

Wysokie9.6
Średnica9.8
Bas8.9
Przestrzeń9.7
Dynamika9.6
Przejrzystość i szczegółowość9.9
KLASA A (grupa cenowa 8-15 tys. złotych) Gęste, namacalne, pełne detali i barwowo nasycone brzmienie. A przy tym zero zamulenia - jest przejrzystość i wgląd w nagranie. Świetna, ale charakterystyczna przestrzeń. Bas nieco odbiega od reszty. Świetne głośniki. To już przedsionek hi-endu
9.6

Sama powłoka drgająca wykonana jest z foli produkowanej z tworzywa o nazwie Mylar. Zamknięta jest ona między stojanami wykonanymi w technologii MicroPerf. Są one bardzo mocno perforowane, co daje przetwornikom elektrostatycznym Martin Logan prawie dwukrotnie większą odkrytą powierzchnię membran w porównaniu do tradycyjnych paneli. To znaczące zwiększenie powierzchni promieniującej przekłada się na większą efektywność.

Sekcję głośnika basowego, transformator przekazujący prąd do statorów oraz zwrotnicę zamknięto w obudowie z MDF. Ma ona ciekawy kształt – nie jest to prostopadłościenna skrzynka, tylko jej boczne ścianki są równoległe. Przednią, tylną i górną sklejono pod kątem. Chodziło o odchylenie przedniej powierzchni głośnika i uniknięcie powstawania fal stojących wewnątrz obudowy.

Bas obsługuje głośnik wyprodukowany przez Martina Logana, to papierowy 20-centymetrowy przetwornik o wysokiej amplitudzie wychyłu. Wspomagany jest bas refleksem o sporej średnicy skierowanym w dół. Basowiec obsługuje częstotliwości od 500 Hz w dół (kolumny schodzą do 42 Hz). Podziałem pasma zajmuje się specjalnie skonstruowana przez inżyniera ML zwrotnica wykorzystująca firmową topologię filtrów Vojtko, w której pracują cewki powietrzne, stalowe, laminowane przewodniki, kondensatory foliowe w połączeniach szeregowych i kondensatory elektrolityczne w połączeniach równoległych.

Skrzynka jest idealnie pomalowana na czarno lakierem fortepianowym. Zamontowano w niej świetne stopki. To kolce o regulowanej wysokości, na które można nałożyć nakładki z grubej gumy chroniące parkiet. Terminale głośnikowe są pojedyncze i – niestety – słabej jakości i bardzo nieergonomiczne. Przede wszystkim nie ma możliwości zamontowania w nich widełek. Przystosowano je do montażu gołych kabli, ale by je włożyć, trzeba sprężynkowy terminal wcisnąć, a nie jest on stabilny. Wtyki bananowe wchodzą płytko i cięższe kable mogą się z gniazd wysunąć. Trochę dziwi taka oszczędność – dobrej jakości terminale nie kosztują przecież majątku… Z tyłu znajduje się też gniazdo do zasilacza – do elektrostatów trzeba dostarczyć prąd. Zasilacze otrzymujemy w komplecie.

Test Martin Logan ESL – brzmienie

Na początek dwie uwagi ogólnej natury. Zanim przystąpiłem do testów dostałem całą masę dobrych rad na forach, co i jak mam do tych kolumn podłączyć, aby dobrze zagrały; i co robić, żeby się rozczarować. Najwięcej było tych dotyczących mocy wzmacniacza oraz ustawienia i wielkości pokoju odsłuchowego. Otóż spieszę donieść, że do napędzenia elektrostatów Martin Logan ESL nie potrzeba żadnej „elektrowni” – jak zapewniało mnie wielu. Kolumny grały u mnie i z 40-watową polską lampową integrą Super Sound Device, z Atollem 100, lampową końcówką mocy Cary V12 i impulsowym LabGruppenem IPD 1200. I żaden z nich nie miał najmniejszych problemów z poprowadzeniem tych kolumn.

Mówi się czasem o tym, że muzyka materializuje się w pokoju odsłuchowym, że mamy wrażenie obecności muzyków u nas w domu. W przypadku kolumn Martin Logan ESL to się naprawdę dzieje

Jeśli chodzi zaś o ustawienie to fakt, trzeba się bardzo przyłożyć. I nie chodzi tylko o odpowiednią odległość od ścian, ale także o odległość między głośnikami i odpowiednie ich dogięcie. Naprawdę spędziłem sporo czasu na eksperymenty, ale warto było. I nie chodzi tylko o uzyskanie przestrzennego dźwięku, ale również o równowagę tonalną, o namacalność dźwięku. I nie potrzebują hali wielkości lotniczego hangaru. Spokojnie zmieściły się dźwiękowo w pokoju mniejszym niż 20 metrów i zagrały znakomicie, choć z nieco ograniczoną głębią i rozmachem przestrzennym. 

Martin Logan ESL 4

Test Martin Logan ESL. Gniazda głośnikowe są fatalnej jakości. Dlaczego firma zaoszczędziła na takim drobiazgu? (fot. wstereo.pl)

Przeniosłem je także do dużego, niemal 40-metrowego salonu – oczywiście przestrzenny rozmach był lepszy, głębia, gradacja planów i przestrzenny oddech były wręcz zjawiskowe. Natomiast namacalność i wrażenie obecność muzyki zmniejszyły się, choć to może wina nie najlepszej akustyki tego pomieszczenia.

Tyle wstępu. Czy faktycznie te kolumny grają inaczej niż cała reszta? Elektrostaty Martin Logan ESL robią ogromne wrażenie przede wszystkim przestrzenią i namacalnością brzmienia. Pod tym względem będzie niezwykle trudno – jeśli w ogóle to możliwe – znaleźć kolumny z tego przedziału cenowego, które mogłyby przebić amerykańskie zestawy. To naprawdę coś ekstra.

Takiej przestrzeni jak z Martinów Loganów jeszcze w swoim pokoju odsłuchowym nie miałem, ale nie chodzi o wielkość samej muzycznej sceny. To bardzo trudne do opisania. Otrzymujemy coś jeszcze – chodzi o oddanie tego, co dzieje się poza dźwiękami, o wypełnienie powietrza nie tylko atakiem, wybrzmieniem i pogłosem dźwięku. O ten szum ze studia, tło nagrania na żywo, atmosferę, która wypełnia cały pokój odsłuchowy. Słuchając na Martinach Loganach ESL jakbyśmy wchodzili do pomieszczenia, w którym dzieje się muzyka: studia, sali koncertowej, kościoła, na stadion, do klubu. Te kolumny nas tam zabierają! Muzycy grają przed nami, ale wszędzie w powietrzu unoszą się drobinki pogłosów, szumów, rewerberacji. Naprawdę duże wrażenie!

Test. Niedrogi lampowiec na 300B – Yaqin MS-300C

Martin Logan ESL kapitalnie różnicują nagrania pod względem przestrzeni. Kiedy włączyłem składankę z nagraniami genialnego pianisty Billa Evansa, byłem mocno zdziwiony, jak te nagrania różnie wypadają, jak różnie nagrywany był pogłos, jak ustawiono przestrzenne proporcje między instrumentami. Zresztą piorunujące wrażenie robiło posłuchanie płyty studyjnej, później koncertu jazzowego nagranego w małym klubie, a po nim Bacha granego w dużym, żywym akustycznie pomieszczeniu. Przestrzenna aura była niesamowita i za każdym razem zupełnie inna.

ML ESL 5

Test Martin Logan ESL. Głośnik basowy jest konwencjonalny, z papierową membraną (fot. wstereo.pl)

Jeśli chodzi o samą scenę, to Martiny Logant ESL grają w dość bliski, intymny sposób. Zaczyna się ona mniej więcej na linii głośników, jeśli ktoś lubi prezentację z dalszej perspektywy, może poczuć się dziwnie. Gradacja planów jest na dobrym poziomie, również szerokość sceny nie pozostawia niedosytu. Natomiast kanadyjskie kolumny dodają do tego od siebie świetne ustawianie dźwięków na różnej wysokości.

Co ciekawe – rozstawienie instrumentów i głosów na scenie nie jest jakoś wybitnie precyzyjne, to nie są dźwiękowe punkty wycięte żyletką (tak jak na przykład w Paradigmach czy Focalach), a raczej plamy lub bryły, ale w niczym to nie przeszkadza. Duża ilość powietrza między nimi i ta fantastyczna aura powodują, że stabilność i czytelność jest na wysokim poziomie.

 Ciąg dalszy na str. 3

1 2 3

Jeden komentarz

  1. Paweł Nowak pisze:

    Focale nie są ostre, raczej wymagające

Post a new comment